Skinąłem głową. Dziewczyna weszła do domu a ja odjechałem, pojechałem do siebie. Wziąłem prysznic następnie usiadłem na kanapie, przede mną położyłem pudełeczko z tabletkami i wodę. Zastanawiałem się, wziąć czy nie wziąć? Ostatecznie wziąłem jedną popijając zimną wodą. Po pięciu minutach bezmyślnego gapienia się w ścianę poszedłem spać. [...] Dziś po południu zaczęło padać, akurat gdy byłem w samym środku drogi. Jakoś specjalnie mnie to nie zmartwiło, zaczęło lać mocniej, doszedłem na boisko. Miałem na sobie jedynie bluzę, spodnie, przeczesałem włosy dłonią gdy kropla wody która z nich zleciała spadła mi na nos. Ponownie rzuciłem piłką do kosza.
?
czwartek, 31 marca 2016
Od Taigi
- Nie załamuj się okej? - Usiadłam ponownie na siedzeniu obok - To najgorsze co może być, załamać się
- Jeszcze się nie załamuje - Uśmiechnął się delikatnie
- I nawet nie próbuj bo Ci będę stukać dziobem w łeb - Zagroziłam z uśmiechem
- Brzmi strasznie
- Tak miało brzmieć. Będę musiała iść, nie chce żeby się martwił, pewnie jeszcze się spotkamy, więc do zobaczenia - Otwarłam drzwi
- Dzięki, za rozmowę - Uśmiechnął się delikatnie
- Nie ma sprawy, w razie czego wiesz gdzie mieszkam
?
- Jeszcze się nie załamuje - Uśmiechnął się delikatnie
- I nawet nie próbuj bo Ci będę stukać dziobem w łeb - Zagroziłam z uśmiechem
- Brzmi strasznie
- Tak miało brzmieć. Będę musiała iść, nie chce żeby się martwił, pewnie jeszcze się spotkamy, więc do zobaczenia - Otwarłam drzwi
- Dzięki, za rozmowę - Uśmiechnął się delikatnie
- Nie ma sprawy, w razie czego wiesz gdzie mieszkam
?
Od Maksa
Przez chwile błądziłem wzrokiem.
- Mi się chyba nie da pomóc. - wzruszyłem lekko ramionami. - Ale miło z twojej strony, to... dużo dla mnie znaczy. - stwierdziłem.
- Na pewno jest jakiś sposób. - nie odpuszczała. - Zawsze jest. - dodała dość pewnie.
Wzruszyłem lekko ramionami po czym westchnąłem. Wiem, że to straszne usłyszeć że dla ktoś kogo kochałeś nigdy nie byłeś nikim ważnym...
?
- Mi się chyba nie da pomóc. - wzruszyłem lekko ramionami. - Ale miło z twojej strony, to... dużo dla mnie znaczy. - stwierdziłem.
- Na pewno jest jakiś sposób. - nie odpuszczała. - Zawsze jest. - dodała dość pewnie.
Wzruszyłem lekko ramionami po czym westchnąłem. Wiem, że to straszne usłyszeć że dla ktoś kogo kochałeś nigdy nie byłeś nikim ważnym...
?
Od Taigi
Słuchałam go robiąc duże oczy, od początku przeczuwałam, że nie miał najłatwiejszego dzieciństwa, ale nigdy nie sądziłam, że może mieć aż tak źle. W jednej chwili objęłam go, przytulając się do jego klatki piersiowej. W takiej pozycji byliśmy przez kilka dobrych chwil, dopiero po kilku miutach przerwałam tą ciszę
- Przykro mi, nie sądziłam, że mogłeś mieć aż tak źle... Pytałeś co z moją mamą, ona od nas odeszła. Zaraz po tym jak objawiły się moje moce, po prostu nas zostawiła, ojciec nie chciał mi na początku powiedzieć o co chodzi, później sama się dowiedziałam, że znalazła innego faceta, zaszła w nim ciążę i po prostu uciekła. Chciałam się z nią skontaktować, ale uznała, że nigdy nie traktowała mnie jak swoje dziecko i że tak będzie lepiej. Też się zmieniała, też w kruka - Mówiłam wciąż trzymając twarz w jego koszuli - Nie bierz tabletek
- One pomagają - Dopiero teraz poczułam rękę na swoich plecach
- Ale od nich możesz się też uzależnić - Zauważyłam delikatnie podnosząc wzrok - Ja... Mogę Ci jakoś pomóc
?
- Przykro mi, nie sądziłam, że mogłeś mieć aż tak źle... Pytałeś co z moją mamą, ona od nas odeszła. Zaraz po tym jak objawiły się moje moce, po prostu nas zostawiła, ojciec nie chciał mi na początku powiedzieć o co chodzi, później sama się dowiedziałam, że znalazła innego faceta, zaszła w nim ciążę i po prostu uciekła. Chciałam się z nią skontaktować, ale uznała, że nigdy nie traktowała mnie jak swoje dziecko i że tak będzie lepiej. Też się zmieniała, też w kruka - Mówiłam wciąż trzymając twarz w jego koszuli - Nie bierz tabletek
- One pomagają - Dopiero teraz poczułam rękę na swoich plecach
- Ale od nich możesz się też uzależnić - Zauważyłam delikatnie podnosząc wzrok - Ja... Mogę Ci jakoś pomóc
?
Od Maksa
- No chyba powinniśmy. - mruknąłem.
- No więc właśnie... - odpowiedziała bardzo spokojnym tonem.
Westchnąłem, obróciłem się przodem do niej i oparłem o drzwi. Przez chwilę się wahałem, jednak zacząłem mówić.
- Moja mama zginęła przy porodzie, ojciec nienawidził mnie za to, twierdził że to moja wina. Popadł w alkoholizm, przestał nad sobą panować. Zaczął znęcać się psychicznie i fizycznie nade mną, nikomu o tym nie mówiłem, siniaki ukrywałem jak tylko mogłem tylko dlatego, że panicznie bałem się domu dziecka, tego, co mnie tam czeka. Im stawałem się straszy, tym moja psychika była w coraz gorszym stanie. Gdy miałem 10 lat jego ojciec zabrał mnie na spacer, bałem się mu odmówić. Poszliśmy na most, skończył wykrzykując jak bardzo mnie nienawidzi. Zostałem zupełnie sam. Moją siostrą zajęli się dziadkowie, mnie nie chcieli, każdy uważał że to przeze mnie niego zginęła ich kochana córka, moja mama. Nie miałem normalnej rodziny, jednak starałem się nie użalać nad swoim losem. Zarabiałem pieniądze roznosząc gazetki, wyprowadzając psy sąsiadów, właściwie tylko dzięki temu przeżyłem. Gdy byłem starszy zaczęły się problemy, zaczął brać udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, początkowo dla pieniędzy później stało się to moją pasją. Policja zaczęła się mną interesować a jako że nie byłem pełnoletni, musiał coś zrobić żeby nie trafić do domu dziecka. Wykorzystałem to, że wyglądałem na pełnoletniego. Dzięki fałszywemu dokumentowi zaciągnąłem się do wojska, do piechoty morskiej. Nie było jednak kolorowo, po jednym z ataków wroga na bazę został ranny, miałem po tym napady lękowe, czasami nie mogłem opanować agresji. Musiałem chodzić do psychologa i przyjmować specjalnie tabletki, nadal je czasami biorę... miałem spore oszczędności dlatego wyjechał z kraju i chciałem zaczął nowe życie, ale to cały czas wraca... - zmrużyłem oczy nie dając wypłynąć łzą, nie chcąc okazać słabości.
?
- No więc właśnie... - odpowiedziała bardzo spokojnym tonem.
Westchnąłem, obróciłem się przodem do niej i oparłem o drzwi. Przez chwilę się wahałem, jednak zacząłem mówić.
- Moja mama zginęła przy porodzie, ojciec nienawidził mnie za to, twierdził że to moja wina. Popadł w alkoholizm, przestał nad sobą panować. Zaczął znęcać się psychicznie i fizycznie nade mną, nikomu o tym nie mówiłem, siniaki ukrywałem jak tylko mogłem tylko dlatego, że panicznie bałem się domu dziecka, tego, co mnie tam czeka. Im stawałem się straszy, tym moja psychika była w coraz gorszym stanie. Gdy miałem 10 lat jego ojciec zabrał mnie na spacer, bałem się mu odmówić. Poszliśmy na most, skończył wykrzykując jak bardzo mnie nienawidzi. Zostałem zupełnie sam. Moją siostrą zajęli się dziadkowie, mnie nie chcieli, każdy uważał że to przeze mnie niego zginęła ich kochana córka, moja mama. Nie miałem normalnej rodziny, jednak starałem się nie użalać nad swoim losem. Zarabiałem pieniądze roznosząc gazetki, wyprowadzając psy sąsiadów, właściwie tylko dzięki temu przeżyłem. Gdy byłem starszy zaczęły się problemy, zaczął brać udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, początkowo dla pieniędzy później stało się to moją pasją. Policja zaczęła się mną interesować a jako że nie byłem pełnoletni, musiał coś zrobić żeby nie trafić do domu dziecka. Wykorzystałem to, że wyglądałem na pełnoletniego. Dzięki fałszywemu dokumentowi zaciągnąłem się do wojska, do piechoty morskiej. Nie było jednak kolorowo, po jednym z ataków wroga na bazę został ranny, miałem po tym napady lękowe, czasami nie mogłem opanować agresji. Musiałem chodzić do psychologa i przyjmować specjalnie tabletki, nadal je czasami biorę... miałem spore oszczędności dlatego wyjechał z kraju i chciałem zaczął nowe życie, ale to cały czas wraca... - zmrużyłem oczy nie dając wypłynąć łzą, nie chcąc okazać słabości.
?
Od Taigi
Położyłam rękę na jego ramieniu, nie sądziłam, że tak to widzi, że tak się zadręcza. Jednak, przecież nawet jakby zdążył o te kilka sekund to i tak nie uratowałby wszystkich, a może nawet i sam by wtedy zginął.
- Powiedz o co chodzi - Nalegałam, pomimo iż nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Cały czas milczał, wlepiając wzrok w szybę - Chodzi o Twoich rodziców, tak?
Na te słowa zacisnął dłoń w pięść, jednak dalej milczał, a jego wzrok ani na chwilę nie drgnął
- To nie jest teraz ważne i tak za dużo powiedziałem - Odezwał się w końcu czując najwyraźniej, że nie daję za wygraną
- To jest ważne, skoro mamy sobie ufać, w sprawach grupy to chyba i w takich stosunkach powinniśmy mieć do siebie jakieś zaufanie czyż nie?
?
- Powiedz o co chodzi - Nalegałam, pomimo iż nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Cały czas milczał, wlepiając wzrok w szybę - Chodzi o Twoich rodziców, tak?
Na te słowa zacisnął dłoń w pięść, jednak dalej milczał, a jego wzrok ani na chwilę nie drgnął
- To nie jest teraz ważne i tak za dużo powiedziałem - Odezwał się w końcu czując najwyraźniej, że nie daję za wygraną
- To jest ważne, skoro mamy sobie ufać, w sprawach grupy to chyba i w takich stosunkach powinniśmy mieć do siebie jakieś zaufanie czyż nie?
?
Od Maksa
Dziewczyna otworzyła drzwi.
- Ty nic nie rozumiesz. - spojrzałem za okno.
Drzwi się zamknęły, myślałem że wysiadła, jednak tego nie zrobiła. Usiadła za to wygodnie, spojrzałem na nią ukradkiem.
- Skoro nie rozumiem, słucham.
- To ja się podjąłem tego zadania, żeby pójść ich szpiegować. Planowali zamach na naszą bazę, biegłem ale i tak nie zdążyłem. Wszedłem do tego namiotu i sekundy później wybuchł... była tam większość naszego wojska, prawie wszyscy zginęli i to przeze mnie bo nie zdążyłem. Woja to jedno, a nie podołać zadaniu to drugie. Znowu ktoś przeze mnie zginął... - wsadziłem dłoń we włosy.
- Znowu? - przechyliła lekko głowę.
- Późno już. - westchnąłem.
Chyba dzisiaj bez tej pieprzonej tabletki się nie obejdę... z resztą jak ostatnio często.
?
- Ty nic nie rozumiesz. - spojrzałem za okno.
Drzwi się zamknęły, myślałem że wysiadła, jednak tego nie zrobiła. Usiadła za to wygodnie, spojrzałem na nią ukradkiem.
- Skoro nie rozumiem, słucham.
- To ja się podjąłem tego zadania, żeby pójść ich szpiegować. Planowali zamach na naszą bazę, biegłem ale i tak nie zdążyłem. Wszedłem do tego namiotu i sekundy później wybuchł... była tam większość naszego wojska, prawie wszyscy zginęli i to przeze mnie bo nie zdążyłem. Woja to jedno, a nie podołać zadaniu to drugie. Znowu ktoś przeze mnie zginął... - wsadziłem dłoń we włosy.
- Znowu? - przechyliła lekko głowę.
- Późno już. - westchnąłem.
Chyba dzisiaj bez tej pieprzonej tabletki się nie obejdę... z resztą jak ostatnio często.
?
Od Taigi
- Dlaczego ciągle o tym mówisz? - Spojrzałam na niego z powagą, nie lubiłam tego tematu, nawet jeśli on tam był to nie wiedzieliśmy co się rzeczywiście stało
- Taiga...
- Wujek doskonale wiedział na co się pisze od samego początku, sam nam o tym mówił, a Ty oskarżasz jego o śmierć Twojego brata, to nienormalne, przecież nie złapał za broń i nie strzelił w jego kierunku czyż nie? - Patrzyłam na nich z powagą
- Ale... Może trochę przesadziłem - Westchnął
- To normalna reakcja - Mężczyzna uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Otarłam usta o chusteczkę i wyszłam na dwór, na szczęście samochód chłopaka jeszcze tam stał. Bez pukania otwarłam drzwi od strony pasażera i usiadłam obok niego
- Przepraszam za ojca, jest przewrażliwiony na tym punkcie - Zaczęłam kierując swój wzrok na niego
- Nie... To nic.... - Nawet na mnie nie spojrzał, głowę dalej miał na kierownicy, przez co zmarszczyłam nieco brwi
- Co jest?
- N-Nic...
- Przecież nikomu nie powiem
- To moja wina - Przerwał mi cicho
- Nie rozumiem - Złapałam za jego rękę zmuszając tym samym, aby na mnie spojrzał
- To ja nie zdążyłem ich powiadomić, to była moja wina... - Wbił wzrok w siedzenie, a ja dopiero teraz to wszystko zrozumiałam
- To nie jest Twoja wina, była wojna - Złapałam za klamkę - Nie zadręczaj się, nie jesteś niczemu winny i nie martw się, nie powiem ojcu
?
- Taiga...
- Wujek doskonale wiedział na co się pisze od samego początku, sam nam o tym mówił, a Ty oskarżasz jego o śmierć Twojego brata, to nienormalne, przecież nie złapał za broń i nie strzelił w jego kierunku czyż nie? - Patrzyłam na nich z powagą
- Ale... Może trochę przesadziłem - Westchnął
- To normalna reakcja - Mężczyzna uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Otarłam usta o chusteczkę i wyszłam na dwór, na szczęście samochód chłopaka jeszcze tam stał. Bez pukania otwarłam drzwi od strony pasażera i usiadłam obok niego
- Przepraszam za ojca, jest przewrażliwiony na tym punkcie - Zaczęłam kierując swój wzrok na niego
- Nie... To nic.... - Nawet na mnie nie spojrzał, głowę dalej miał na kierownicy, przez co zmarszczyłam nieco brwi
- Co jest?
- N-Nic...
- Przecież nikomu nie powiem
- To moja wina - Przerwał mi cicho
- Nie rozumiem - Złapałam za jego rękę zmuszając tym samym, aby na mnie spojrzał
- To ja nie zdążyłem ich powiadomić, to była moja wina... - Wbił wzrok w siedzenie, a ja dopiero teraz to wszystko zrozumiałam
- To nie jest Twoja wina, była wojna - Złapałam za klamkę - Nie zadręczaj się, nie jesteś niczemu winny i nie martw się, nie powiem ojcu
?
Od Maksa
Weszliśmy do dużego, ładnie urządzonego salonu. Oni poszli do kuchni wybierać wino, my zostaliśmy sami, rozejrzałem się po pomieszczeniu, mój wzrok jednak stanął na dziewczynie.
- Ładnie wyglądasz. - uśmiechnąłem się lekko.
- Dzięki... - odwzajemniła gest.
[...] Po pewnym czasie skończyliśmy jeść, tata dziewczyny uważnie mi się przyglądał a ja się zastanawiałem dlaczego. Opowiadał o swoim bracie, pokazał nam nawet jego zdjęcie, gdy spojrzałem na nie, zrobiłem duże oczy. Znam go... znaczy, mniej więcej. Był ze mną w Afganistanie...
- Zginął właściwie przez jakiegoś gówniarza... nie zdążył poinformować o ataku na ich bazę... - gdy to powiedział, zaksztusiłem się colą. Szybko chrząknąłem odkładając szklankę na miejsce.
Nagle ojciec dziewczyny uderzył pięścią w stół, lekko podskoczyłem.
- To ty! Nie ma bata... - zaczął, a ja czułem jak serce mi przyśpieszyło. - Ostatnio oglądałem taki film dokumentalny... - powiedział wstając.
Chwycił laptopa i podłączył go pod telewizor i zawołał nas do siebie. Puścił dane momenty jak czekamy na rozkaz, jak uciekamy z domku który po chwili wybuchnął, no i jak wynosili rannych z tego namiotu... tutaj mnie nie uchwyciło.
- Masz szczęście dzieciaku że nie było cię w tym namiocie... gdyby nie ten dzieciak, teraz pewnie by siedział tu z nami. - spuścił wzrok.
Przejechałem dłonią po policzku patrząc na zatrzymany moment. Zrobiło mi się gorąco, a serce chciało mi wyskoczyć z klatki.
- Ja muszę iść... dziękuję za kolację. Eric weźmiesz taksówkę, nie? - nie czekając na odpowiedź wyszedłem z domu.
Wsiadłem do samochodu i oparłem głowę o kierownicę. Gdyby on wiedział że to ja, że to ja nie zdążyłem ich poinformować... przecież by mnie znienawidził! Z pokoju byłyby nici, a tym samym Eric też by mnie nienawidził i wyrzucił z paczki.
?
- Ładnie wyglądasz. - uśmiechnąłem się lekko.
- Dzięki... - odwzajemniła gest.
[...] Po pewnym czasie skończyliśmy jeść, tata dziewczyny uważnie mi się przyglądał a ja się zastanawiałem dlaczego. Opowiadał o swoim bracie, pokazał nam nawet jego zdjęcie, gdy spojrzałem na nie, zrobiłem duże oczy. Znam go... znaczy, mniej więcej. Był ze mną w Afganistanie...
- Zginął właściwie przez jakiegoś gówniarza... nie zdążył poinformować o ataku na ich bazę... - gdy to powiedział, zaksztusiłem się colą. Szybko chrząknąłem odkładając szklankę na miejsce.
Nagle ojciec dziewczyny uderzył pięścią w stół, lekko podskoczyłem.
- To ty! Nie ma bata... - zaczął, a ja czułem jak serce mi przyśpieszyło. - Ostatnio oglądałem taki film dokumentalny... - powiedział wstając.
Chwycił laptopa i podłączył go pod telewizor i zawołał nas do siebie. Puścił dane momenty jak czekamy na rozkaz, jak uciekamy z domku który po chwili wybuchnął, no i jak wynosili rannych z tego namiotu... tutaj mnie nie uchwyciło.
- Masz szczęście dzieciaku że nie było cię w tym namiocie... gdyby nie ten dzieciak, teraz pewnie by siedział tu z nami. - spuścił wzrok.
Przejechałem dłonią po policzku patrząc na zatrzymany moment. Zrobiło mi się gorąco, a serce chciało mi wyskoczyć z klatki.
- Ja muszę iść... dziękuję za kolację. Eric weźmiesz taksówkę, nie? - nie czekając na odpowiedź wyszedłem z domu.
Wsiadłem do samochodu i oparłem głowę o kierownicę. Gdyby on wiedział że to ja, że to ja nie zdążyłem ich poinformować... przecież by mnie znienawidził! Z pokoju byłyby nici, a tym samym Eric też by mnie nienawidził i wyrzucił z paczki.
?
Od Taigi
Tak jak się spodziewałam przez cały dzień truł mi, że mam założyć sukienkę, bo jak przecież nie będę siedzieć w spodniach i jakieś koszulce. W końcu się zgodziłam bo praktycznie innego wyjścia nie miałam. Zajęłam się kolacją razem z jego gospodyni, ponieważ nie chciałam żeby robiła wszystko sama po czym poszłam się ogarnąć. Zeszłam na dół już w sukience i delikatnych szpilkach.
- Nie wierze moja córeczka ma na sobie sukienkę. W końcu wyglądasz jak kobieta - Uśmiechnął się poprawiając koszulę
- Dzięki, jak zawsze miły - Przewróciłam oczami, a słysząc dzwonek poszłam otworzyć drzwi - Wejdźcie - Uśmiechnęłam się wpuszczając ich do środka
- Zapraszam do salonu, zaraz będzie podana kolacja - Mój ojciec uśmiechnął się wskazując na drzwi
?
Od Maksa
Eric? Okey, rozumiem. Ale po co ja? Przecież już się przyznał że nie jesteśmy spokrewnieni. Mimo wszystko skinąłem głową. [...] Eric kazał mi się ubrać jak człowiek. To znaczy? Wziąłem prysznic i założyłem jeansy, koszulę - nic specjalnego lecz lepsze niż bluza.


Wsiadłem w samochód, podjechałem po Erica a później pojechaliśmy prosto do Taigi i jego taty. Eric nie mógł przestać gadać jak bardzo cieszy się z tego sojuszu i nowego przyjaciela.
?
Wsiadłem w samochód, podjechałem po Erica a później pojechaliśmy prosto do Taigi i jego taty. Eric nie mógł przestać gadać jak bardzo cieszy się z tego sojuszu i nowego przyjaciela.
?
Od Taigi
- Trzymam za słowo - Uśmiechnęłam się, rozmawialiśmy jeszcze chwilę po czym każdy musiał wracać. Ku naszemu zdziwieniu największy problem robiła nasza nowa parka, aż ciężko było mi uwierzyć, jak szybko się do niego przekonała
- Maks, Eric - Zaczął mój ojciec stojąc obok mnie - Chciałbym zaprosić do mojego domu, na kolację, zjemy we czwórkę, porozmawiamy - Objął mnie ramieniem, spojrzałam na niego zaskoczona. Dla mnie ma mało czasu, a tutaj chce zjeść kolację we czwórkę?
- Bardzo chętnie! - Mężczyzna wyprzedził Maksa z uśmiechem - Na pewno przyjdziemy
- Bardzo nam miło
- Tak - Przytaknęłam jedynie wciąż nieco zaskoczona. Czyli teraz na pewno mnie nie wpuści jeśli nie będę mieć sukienki
?
- Maks, Eric - Zaczął mój ojciec stojąc obok mnie - Chciałbym zaprosić do mojego domu, na kolację, zjemy we czwórkę, porozmawiamy - Objął mnie ramieniem, spojrzałam na niego zaskoczona. Dla mnie ma mało czasu, a tutaj chce zjeść kolację we czwórkę?
- Bardzo chętnie! - Mężczyzna wyprzedził Maksa z uśmiechem - Na pewno przyjdziemy
- Bardzo nam miło
- Tak - Przytaknęłam jedynie wciąż nieco zaskoczona. Czyli teraz na pewno mnie nie wpuści jeśli nie będę mieć sukienki
?
Od Maksa
- Wiesz, ty też nie. - uniosłem lekko lewy kącik ust co odwzajemniła.
- Ale ty też mi kiedyś opowiesz? - spytała, spojrzałem na nią pytająco. - No wiesz, o twoich rodzicach, przeszłości...
- Jasne... - skinąłem głową, spoglądając w jej urokliwe oczy.
?
- Ale ty też mi kiedyś opowiesz? - spytała, spojrzałem na nią pytająco. - No wiesz, o twoich rodzicach, przeszłości...
- Jasne... - skinąłem głową, spoglądając w jej urokliwe oczy.
?
Od Taigi
- No myślałam, że już nie zapytasz - Podałam mu rękę wstając i idąc razem z nim na parkiet, gdzie zaczęliśmy tańczyć. Co dziwne, nawet nie minęła minuta, kiedy muzyka zmieniła się na wolniejszą. Dziwne, no ale, skoro taka jest muzyka. Zbliżyliśmy się do siebie, tańcząc powoli.
- Ogólnie myślałem, że będzie gorzej - Zaczął
- Też tak na początku myślałam - Wyznałam - Nawet Ty nie jesteś taki zły - Zaśmiałam się cicho
- No dzięki wiesz Odwzajemnił mój gest
- Ależ proszę
?
- Ogólnie myślałem, że będzie gorzej - Zaczął
- Też tak na początku myślałam - Wyznałam - Nawet Ty nie jesteś taki zły - Zaśmiałam się cicho
- No dzięki wiesz Odwzajemnił mój gest
- Ależ proszę
?
Od Maksa
Skinąłem lekko głową. Ups, zrobił się nieco niezręcznie. No tak, moja wina... wrzuciłem patyczek do ogniska po czym wstałem poprawiając koszulkę. Stanąłem naprzeciw dziewczyny.
- Zatańczysz? - uśmiechnąłem się ciepło wyciągając w jej stronę rękę.
?
- Zatańczysz? - uśmiechnąłem się ciepło wyciągając w jej stronę rękę.
?
Od Taigi
- Trochę... Znaczy się chyba lepiej zmienić się w kruka niż w wilka, wiesz jednak mniejsze stworzonko - Zauważyłam z uśmiechem
- W sumie coś w tym może być - Również się zaśmiał
- Najgorzej jak byliśmy z ojcem na mieście, zatrzymaliśmy się na lodach i nagle w kawiarni zmieniłam się w kruka. Wyobraź sobie taką sytuację, jak kruk liże lody - Oboje cicho się zaśmialiśmy
- Nie wspomniałaś jeszcze o swojej mamie - Spojrzał na mnie, a ja odwróciłam wzrok nieco zmieszana
- Wiesz... Może kiedyś Ci powiem, okej?
?
- W sumie coś w tym może być - Również się zaśmiał
- Najgorzej jak byliśmy z ojcem na mieście, zatrzymaliśmy się na lodach i nagle w kawiarni zmieniłam się w kruka. Wyobraź sobie taką sytuację, jak kruk liże lody - Oboje cicho się zaśmialiśmy
- Nie wspomniałaś jeszcze o swojej mamie - Spojrzał na mnie, a ja odwróciłam wzrok nieco zmieszana
- Wiesz... Może kiedyś Ci powiem, okej?
?
Od Maksa
- Miałem 6 lat. - odpowiedziałem, ta spojrzała na mnie lekko zdziwiona. - Tak jakoś wyszło... - wzruszyłem lekko ramionami.
- Było ci ciężko? - spytała.
- Dość. Zwłaszcza na początku, jak nie kontrolowałem do końca przemian. - skinąłem głową. - A tobie było ciężko? - spytałem.
?
- Było ci ciężko? - spytała.
- Dość. Zwłaszcza na początku, jak nie kontrolowałem do końca przemian. - skinąłem głową. - A tobie było ciężko? - spytałem.
?
Od Taigi
Zaśmiałam się cicho patrząc na nich
- A ja im chciałam dać dwa tygodnie - Ponownie zajęłam się jedzeniem papryki - Ile miałeś lat? - Zapytałam nagle
- Jak co? - Przestał na chwilę rysować
- Jak pierwszy raz się przemieniłeś - Wyjaśniłam
- Czy to ważne? - Wzruszył ramionami
- Podobno wiek ma jakieś znacznie - Zauważyłam - Ja dosyć długo czekałam, miałam chyba 11 lat, prawie każdy mówił mojemu ojcu, że się nie przemienię, ale niestety stałam się zaczepnym krukiem - Odwróciłam się w jego stronę z papryką bacznie obserwując - A więc kiedy?
?
- A ja im chciałam dać dwa tygodnie - Ponownie zajęłam się jedzeniem papryki - Ile miałeś lat? - Zapytałam nagle
- Jak co? - Przestał na chwilę rysować
- Jak pierwszy raz się przemieniłeś - Wyjaśniłam
- Czy to ważne? - Wzruszył ramionami
- Podobno wiek ma jakieś znacznie - Zauważyłam - Ja dosyć długo czekałam, miałam chyba 11 lat, prawie każdy mówił mojemu ojcu, że się nie przemienię, ale niestety stałam się zaczepnym krukiem - Odwróciłam się w jego stronę z papryką bacznie obserwując - A więc kiedy?
?
Od Maksa
Wstałem i po chwili wróciłem z pojemnikiem papryczek, takimi samymi jak poprzednie.
- Nie, ale też wziąłem. - uśmiechnąłem się lekko podając jej pudełeczko.
Dziewczyna z uśmiechem wzięła je ode mnie, usiadłem ponownie koło niej chwytając patyczek. Nagle dziewczyna szturchnęła mnie ramieniem, a ta wskazała na naszych przyjaciół, tańczyli przytulanego.
- Kto by pomyślał. - uniosłem lekko lewy kącik ust.
?
- Nie, ale też wziąłem. - uśmiechnąłem się lekko podając jej pudełeczko.
Dziewczyna z uśmiechem wzięła je ode mnie, usiadłem ponownie koło niej chwytając patyczek. Nagle dziewczyna szturchnęła mnie ramieniem, a ta wskazała na naszych przyjaciół, tańczyli przytulanego.
- Kto by pomyślał. - uniosłem lekko lewy kącik ust.
?
Od Taigi
Wzięłam Katrin za rękę, i ruszyłam z nią tańczyć. Nie chciałam żeby siedziała tak cały czas sama, nie ma sensu żeby cały czas się smuciła. Szybko się dziewczyna rozochociła i po kilku minutach została mi ona odbita przez jednego wilczka. Nie wiem nawet czy zdawała sobie sprawę iż tańczy z tym, których tak bardzo nienawidzi. Chociaż może teraz się trochę opamięta... Zauważyłam, że Maks siedzi sam, dziwne. Brzydki nie był, więc myślałam, że dziewczyny szybko wezmą go w obroty
- Nawet się nie ruszyłeś a już się zmęczyłeś? - Usiadłam obok z papryką w ustach
- Nie mam ochoty na zabawę
- Myślałam, że wilczki zawsze mają w sobie energię - Uśmiechnęłam się jedynie nachylając i patrząc na to co rysuje - Nawet fajnie rysujesz w piachu
- Czasami szkicuje - Spojrzał na mnie, delikatnie unosząc prawy kącik ust
- No proszę - Przechyliłam nieco głowę - Twój kolega - Wskazałam papryką na chłopaka, który tańczył z Katrin - Albo chce ją rozweselić, albo mu się podoba
- Możliwe, że to drugie
- Co nie? - Zaśmiałam się - Też na to stawiam, ale to fajnie, może w końcu się przełamię - Zjadłam do końca paprykę, gdy chciałam sięgnąć po kolejną, zrobiłam niezadowoloną minę, gdyż zauważyłam, że pojemniczek jest pusty - Jest gdzieś tutaj sklep?
?
- Nawet się nie ruszyłeś a już się zmęczyłeś? - Usiadłam obok z papryką w ustach
- Nie mam ochoty na zabawę
- Myślałam, że wilczki zawsze mają w sobie energię - Uśmiechnęłam się jedynie nachylając i patrząc na to co rysuje - Nawet fajnie rysujesz w piachu
- Czasami szkicuje - Spojrzał na mnie, delikatnie unosząc prawy kącik ust
- No proszę - Przechyliłam nieco głowę - Twój kolega - Wskazałam papryką na chłopaka, który tańczył z Katrin - Albo chce ją rozweselić, albo mu się podoba
- Możliwe, że to drugie
- Co nie? - Zaśmiałam się - Też na to stawiam, ale to fajnie, może w końcu się przełamię - Zjadłam do końca paprykę, gdy chciałam sięgnąć po kolejną, zrobiłam niezadowoloną minę, gdyż zauważyłam, że pojemniczek jest pusty - Jest gdzieś tutaj sklep?
?
Od Maksa
Wbiłem wzrok w ziemię po czym przegryzłem lekko dolną wargę, w końcu podniosłem wzrok.
- Jestem Maks, mam 19 lat. Zmieniam się w wilka, oczy zmieniając mi się na czerwono albo bursztynowe, zależy od przypływu emocji, nie umiem jeszcze do końca tego kontrolować. Interesuję się samochodami, motorami, sztukami walki, sportem i bregdensem. Poza tym muzyka, wspinaczka, gotowanie. - powiedziałem omijając wszystko czego powiedzieć nie chciałem.
W końcu przyszła kolej na Erica, strasznie się rozgadał.
- A, no i Maks nie jest moim bratankiem. - dodał. - Ale jest mi dość bliski, byłem dobrym przyjacielem jego rodziców, którzy niest... - powiedział jednak spiorunowałem go wzrokiem, zrozumiał o co chodzi. - No mniejsza. - uśmiechnął się lekko.
Po pewnym czasie włączyli muzykę i zaczęli tańczyć, siedziałem praktycznie sam grzebiąc patyczkiem w ziemi.
?
- Jestem Maks, mam 19 lat. Zmieniam się w wilka, oczy zmieniając mi się na czerwono albo bursztynowe, zależy od przypływu emocji, nie umiem jeszcze do końca tego kontrolować. Interesuję się samochodami, motorami, sztukami walki, sportem i bregdensem. Poza tym muzyka, wspinaczka, gotowanie. - powiedziałem omijając wszystko czego powiedzieć nie chciałem.
W końcu przyszła kolej na Erica, strasznie się rozgadał.
- A, no i Maks nie jest moim bratankiem. - dodał. - Ale jest mi dość bliski, byłem dobrym przyjacielem jego rodziców, którzy niest... - powiedział jednak spiorunowałem go wzrokiem, zrozumiał o co chodzi. - No mniejsza. - uśmiechnął się lekko.
Po pewnym czasie włączyli muzykę i zaczęli tańczyć, siedziałem praktycznie sam grzebiąc patyczkiem w ziemi.
?
Od Taigi
- Wszyscy to wszyscy nie ma wyjątków - Pociągnęłam go za koszulkę przez co ponownie usiadł obok mnie - Kto zaczyna?
- Skoro jesteś taka chętna to proszę - Ten sam chłopak co wcześniej wskazał na mnie ręką
- Okej, a więc jestem Taiga, większość mówi do mnie Tai, mam 19 lat, ten tam to mój ojciec. Nie miałam jeszcze żadnej operacji, zmieniam się w kruka... Nie umiem gotować, ale umiem się bić, interesuje się książkami, muzyką, sportem i gwiazdami. Tyle chyba wystarczy - Przechyliłam głowę z uśmiechem. Kilka osób również powiedziało kilka zdań o sobie, po czym przyszedł czas na Maksa, który był jakoś sceptycznie do tego nastawiony
- Może dam szansę innym - Mruknął
- Nikt nie mówi, że masz powiedzieć całą historię swojego życia - Przysunęłam się nieco, tak aby tylko on mnie słyszał - Wystarczy kilka ogólników - Dodałam z uśmiechem
?
- Skoro jesteś taka chętna to proszę - Ten sam chłopak co wcześniej wskazał na mnie ręką
- Okej, a więc jestem Taiga, większość mówi do mnie Tai, mam 19 lat, ten tam to mój ojciec. Nie miałam jeszcze żadnej operacji, zmieniam się w kruka... Nie umiem gotować, ale umiem się bić, interesuje się książkami, muzyką, sportem i gwiazdami. Tyle chyba wystarczy - Przechyliłam głowę z uśmiechem. Kilka osób również powiedziało kilka zdań o sobie, po czym przyszedł czas na Maksa, który był jakoś sceptycznie do tego nastawiony
- Może dam szansę innym - Mruknął
- Nikt nie mówi, że masz powiedzieć całą historię swojego życia - Przysunęłam się nieco, tak aby tylko on mnie słyszał - Wystarczy kilka ogólników - Dodałam z uśmiechem
?
Od Maksa
Spojrzałem na nią po czym uniosłem lekko jedną brew.
- Nie jestem pedofilem jeśli o to chodzi. - powiedziałem dzięki czemu się zaśmiała.
- A może to ty jesteś tym mężczyzną sprzed operacji? - odezwał się Matt.
Dziewczyna z uśmiechem pokręciła głową.
- Dobra, to teraz opowiedzmy coś o sobie, bo nie wiem jak wy, ale ja bym chciał wiedzieć więcej o naszych nowych przyjaciołach. - uśmiechnął się Kevin do dziewczyny, której wcześniej opluł patyk.
- Dobry pomysł. - Eric uśmiechnął się szeroko.
- To ja przyniosę więcej patyków... - westchnąłem i powoli wstałem.
?
- Nie jestem pedofilem jeśli o to chodzi. - powiedziałem dzięki czemu się zaśmiała.
- A może to ty jesteś tym mężczyzną sprzed operacji? - odezwał się Matt.
Dziewczyna z uśmiechem pokręciła głową.
- Dobra, to teraz opowiedzmy coś o sobie, bo nie wiem jak wy, ale ja bym chciał wiedzieć więcej o naszych nowych przyjaciołach. - uśmiechnął się Kevin do dziewczyny, której wcześniej opluł patyk.
- Dobry pomysł. - Eric uśmiechnął się szeroko.
- To ja przyniosę więcej patyków... - westchnąłem i powoli wstałem.
?
Od Taigi
Słuchałam go z zainteresowaniem, zawsze lubiłam słuchać takich opowieści, jego była całkiem fajna, chociaż bardziej rozbawił mnie jego głos kiedy starał się go zmienić
- Świetny głos małej dziewczynki - Wyszeptałam do niego ze śmiechem, nagle ktoś wypowiedział moje imię
- Wiem - Powiedział dumnie
- Że ja? - Przechyliłam lekko głowę - Mam coś, ale to jest zbyt okrutne - Uśmiechnęłam się - A więc tak, pewnego dnia w klubie nocnym pewien mężczyzna zauważył dziewczynę. Kobieta idealna, wszystko na swoim miejscu, piękniejszej na oczy nie widział, wymiana spojrzeń, uśmiechów, aż w końcu do niej zagadał. Nie trzeba było czekać aby zaprosiła go do siebie. Po upojnej nocy, nasz przyjaciel zauważa zdjęcie mężczyzny na szafce obok. Zaskoczony bierze ramkę do ręki pytając kto to jest, dziewczyna z wielkim uśmiechem, przytulając się do niego, szepcze.... "To ja przed operacją"
Praktycznie wszyscy zaczęli się śmiać
- Ej, ale nie chciałbym tak - Odezwał się jeden z wilczków
- Dziecko, za dużo czasu spędzasz z wojownikami - Jęknął mój ojciec, jednak widziałam, że się uśmiecha
- Przecież jest strasznie - Spojrzałam na Maksa - W końcu nigdy nie można mieć pewności czy ktoś rzeczywiście jest tym za kogo się podaje
?
- Świetny głos małej dziewczynki - Wyszeptałam do niego ze śmiechem, nagle ktoś wypowiedział moje imię
- Wiem - Powiedział dumnie
- Że ja? - Przechyliłam lekko głowę - Mam coś, ale to jest zbyt okrutne - Uśmiechnęłam się - A więc tak, pewnego dnia w klubie nocnym pewien mężczyzna zauważył dziewczynę. Kobieta idealna, wszystko na swoim miejscu, piękniejszej na oczy nie widział, wymiana spojrzeń, uśmiechów, aż w końcu do niej zagadał. Nie trzeba było czekać aby zaprosiła go do siebie. Po upojnej nocy, nasz przyjaciel zauważa zdjęcie mężczyzny na szafce obok. Zaskoczony bierze ramkę do ręki pytając kto to jest, dziewczyna z wielkim uśmiechem, przytulając się do niego, szepcze.... "To ja przed operacją"
Praktycznie wszyscy zaczęli się śmiać
- Ej, ale nie chciałbym tak - Odezwał się jeden z wilczków
- Dziecko, za dużo czasu spędzasz z wojownikami - Jęknął mój ojciec, jednak widziałam, że się uśmiecha
- Przecież jest strasznie - Spojrzałam na Maksa - W końcu nigdy nie można mieć pewności czy ktoś rzeczywiście jest tym za kogo się podaje
?
Od Maksa
- Maks... - usłyszałem nagle. - Dawaj to żarcie co przywiozłeś, ojciec Taigi przywiózł grilla. - uśmiechnął się pocierając dłonie.
Wstałem i podszedłem do swojego samochodu, z bagażnika wyciągnąłem pudełka z wcześniej przygotowanym mięsem.
- Tam przypadkiem nie napluliście? - spytała ta sama dziewczyna.
Wywróciłem oczami i wróciłem na swoje miejsce.
- Nie plujemy do jedzenia. - Eric zmarszczył lekko brwi po czym wrócił do poprzedniego zajęcia.
Po jakiejś godzinie część jedzenia była gotowa, zaczęliśmy jeść i zaczęła się tradycja z historyjkami. Obawiałem się, że potem każą opowiedzieć każdemu swoją historię, tak to już bywało. Nadeszła kolej na mnie.
- Szósty miesiąc, szóstego dnia, jakoś chwilę po szóstej Zobaczył ją jak stała w brudnej, rozciągniętej bluzce Uśmiech miał jak rekin i puste oczy lalki Zrobił jeszcze rundę wokół, po czym podjechał na parking Znał wszystkie zakamarki w obrębie głównych przecznic Miał niecodzienne hobby - lubił zabawy z dziećmi Miasto to śmietnik, ludzie topią się w śmieciach Nikt nie zwróci uwagi, że zniknął bezdomny dzieciak
"Cześć" - powiedział do niej swym oślizgłym głosem Nie mogła mieć więcej niż jedenaście wiosen "Co się dzieje dziecko?" - ukucnął i zagadał "Gdzie jest mama i tata, czemu stoisz tutaj sama? Deszcz pada coraz bardziej, mieszkam nieopodal Nie możesz tutaj zostać przecież jesteś bardzo młoda! Schowaj się w moim aucie, jesteś blada jak trup Możesz przecież dostać nawet zapalenia płuc!" Znów mu się udało, kolejna z wielu ofiar Pedofil, sadysta, przed niczym się nie cofał Umiał dobierać słowa, stworzyć iluzję opieki Taki psycholog-amator ze słabością do dzieci
"Wygodnie ci się siedzi? Chodź, pojedziemy do mnie Odwiozę cię z powrotem, przysięgam, że nie zapomnę!"
Dzieci są bezbronne, ciągle z tego korzystał Zwabił dziewczynkę do auta i ruszyli na piskach Ciekła mu ślina z pyska, lekko ją pogłaskał
"Nie bój się maleńka, mieszkam kawałek od miasta"
Już prawie zaczął mlaskać, mało brakowało Kiedy zmieniając biegi otarł się o jej kolano Stanął pod domem, chatę miał nie małą Nikt tu nie usłyszy krzyku, sąsiedzi nie przeszkadzają
"Chodź zrobię ci kakao" - mówił z fałszywym uśmieszkiem A w jego zepsutym sercu wrzało wszystko co grzeszne. Dość tych podchodów - wchodzi główne danie. Podszedł do niej od tyłu i mocno chwycił za ramię. Ale chwila co jest grane? Wygięła jego palec A on runął na ziemię całym swoim ciężarem Przejebane, kość przebiła skórę Nie mógł uwierzyć w złamanie, patrzył na rękę jak dureń
"Jak się z tym czujesz?" - Zapytała go jakby Przez jej struny głosowe przemawiały wszystkie diabły Nagły przypływ bólu szybko w panikę się zmienił Ślizgając się po posadzce próbował wstać z ziemi "Nie myśl, że uciekniesz, zabawę mamy świetną" Oczy małej dziewczynki płonęły niczym piekło "To nie jest zwykłe dziecko!" znów chciał się podnieść Z wrażenia na jej widok opróżnił pęcherz w spodnie Zaczął skomleć i się modlić
"Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami! Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie Ario"
Zdarł sobie gardło, krzyczał kilkanaście godzin Kiedy łamała mu nogi, patrzył w jej czerwone oczy Nawet próbował się bronić, wyciągnął z kurtki kastet Ona śmiejąc się do łez zgniotła mu pięść na miazgę "Ty błaźnie żałosny bawi mnie twój opór" Jej małe pięści rozstrzaskały mu twarz jak obuch Opluł się krwią, ciągle wołając pomocy A ciało dziewczynki weszło w stan dziwnej metamorfozy Oczy płonęły nadal, lecz nagle światło zgasło I tylko księżyc słabo oświetlał pokój spod zasłon Coś padło na podłogę, coś przewracało krzesła Coś wiło się na ziemi i nie potrafiło przestać Nagle cisza "Może odeszła i już jej nie ma?"
Słyszał tylko swój oddech i przedwojenny zegar Zaczął grzebać w kieszeniach zdrową ręką panicznie Aż znalazł i odpalił ozdabianą zapalniczkę
"To niemożliwe!" rzucił widząc oświetloną strzygę Niezgrabny twór, coś na wzór Beksiński plus Giger Patrzyła na niego chciwie wywijając ogonem A pedofil czuł, że powoli zbliża się koniec Położyła na nim dłonie, białe, pokrzywione palce Obwąchała go całego siadając na jego klatce Odpuścił sobie walkę, kiedy otworzyła paszczę I posapując zatopiła zęby w jego czaszce Nieznacznie jęknął, szczęka mu opadła Miał wzrok jak krowa próbująca wyjść z bagna Krwawa masakra to było okropne Policja zamiast worka na zwłoki przyniosła zmiotkę. - opowiedziałem to, co opowiadała mi kiedyś siostra gdy potajemnie spotykaliśmy się na mieście, co wypowiedź starałem się zmieniać głos aby dodać lepszego efektu.
?
Wstałem i podszedłem do swojego samochodu, z bagażnika wyciągnąłem pudełka z wcześniej przygotowanym mięsem.
- Tam przypadkiem nie napluliście? - spytała ta sama dziewczyna.
Wywróciłem oczami i wróciłem na swoje miejsce.
- Nie plujemy do jedzenia. - Eric zmarszczył lekko brwi po czym wrócił do poprzedniego zajęcia.
Po jakiejś godzinie część jedzenia była gotowa, zaczęliśmy jeść i zaczęła się tradycja z historyjkami. Obawiałem się, że potem każą opowiedzieć każdemu swoją historię, tak to już bywało. Nadeszła kolej na mnie.
- Szósty miesiąc, szóstego dnia, jakoś chwilę po szóstej Zobaczył ją jak stała w brudnej, rozciągniętej bluzce Uśmiech miał jak rekin i puste oczy lalki Zrobił jeszcze rundę wokół, po czym podjechał na parking Znał wszystkie zakamarki w obrębie głównych przecznic Miał niecodzienne hobby - lubił zabawy z dziećmi Miasto to śmietnik, ludzie topią się w śmieciach Nikt nie zwróci uwagi, że zniknął bezdomny dzieciak
"Cześć" - powiedział do niej swym oślizgłym głosem Nie mogła mieć więcej niż jedenaście wiosen "Co się dzieje dziecko?" - ukucnął i zagadał "Gdzie jest mama i tata, czemu stoisz tutaj sama? Deszcz pada coraz bardziej, mieszkam nieopodal Nie możesz tutaj zostać przecież jesteś bardzo młoda! Schowaj się w moim aucie, jesteś blada jak trup Możesz przecież dostać nawet zapalenia płuc!" Znów mu się udało, kolejna z wielu ofiar Pedofil, sadysta, przed niczym się nie cofał Umiał dobierać słowa, stworzyć iluzję opieki Taki psycholog-amator ze słabością do dzieci
"Wygodnie ci się siedzi? Chodź, pojedziemy do mnie Odwiozę cię z powrotem, przysięgam, że nie zapomnę!"
Dzieci są bezbronne, ciągle z tego korzystał Zwabił dziewczynkę do auta i ruszyli na piskach Ciekła mu ślina z pyska, lekko ją pogłaskał
"Nie bój się maleńka, mieszkam kawałek od miasta"
Już prawie zaczął mlaskać, mało brakowało Kiedy zmieniając biegi otarł się o jej kolano Stanął pod domem, chatę miał nie małą Nikt tu nie usłyszy krzyku, sąsiedzi nie przeszkadzają
"Chodź zrobię ci kakao" - mówił z fałszywym uśmieszkiem A w jego zepsutym sercu wrzało wszystko co grzeszne. Dość tych podchodów - wchodzi główne danie. Podszedł do niej od tyłu i mocno chwycił za ramię. Ale chwila co jest grane? Wygięła jego palec A on runął na ziemię całym swoim ciężarem Przejebane, kość przebiła skórę Nie mógł uwierzyć w złamanie, patrzył na rękę jak dureń
"Jak się z tym czujesz?" - Zapytała go jakby Przez jej struny głosowe przemawiały wszystkie diabły Nagły przypływ bólu szybko w panikę się zmienił Ślizgając się po posadzce próbował wstać z ziemi "Nie myśl, że uciekniesz, zabawę mamy świetną" Oczy małej dziewczynki płonęły niczym piekło "To nie jest zwykłe dziecko!" znów chciał się podnieść Z wrażenia na jej widok opróżnił pęcherz w spodnie Zaczął skomleć i się modlić
"Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami! Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie Ario"
Zdarł sobie gardło, krzyczał kilkanaście godzin Kiedy łamała mu nogi, patrzył w jej czerwone oczy Nawet próbował się bronić, wyciągnął z kurtki kastet Ona śmiejąc się do łez zgniotła mu pięść na miazgę "Ty błaźnie żałosny bawi mnie twój opór" Jej małe pięści rozstrzaskały mu twarz jak obuch Opluł się krwią, ciągle wołając pomocy A ciało dziewczynki weszło w stan dziwnej metamorfozy Oczy płonęły nadal, lecz nagle światło zgasło I tylko księżyc słabo oświetlał pokój spod zasłon Coś padło na podłogę, coś przewracało krzesła Coś wiło się na ziemi i nie potrafiło przestać Nagle cisza "Może odeszła i już jej nie ma?"
Słyszał tylko swój oddech i przedwojenny zegar Zaczął grzebać w kieszeniach zdrową ręką panicznie Aż znalazł i odpalił ozdabianą zapalniczkę
"To niemożliwe!" rzucił widząc oświetloną strzygę Niezgrabny twór, coś na wzór Beksiński plus Giger Patrzyła na niego chciwie wywijając ogonem A pedofil czuł, że powoli zbliża się koniec Położyła na nim dłonie, białe, pokrzywione palce Obwąchała go całego siadając na jego klatce Odpuścił sobie walkę, kiedy otworzyła paszczę I posapując zatopiła zęby w jego czaszce Nieznacznie jęknął, szczęka mu opadła Miał wzrok jak krowa próbująca wyjść z bagna Krwawa masakra to było okropne Policja zamiast worka na zwłoki przyniosła zmiotkę. - opowiedziałem to, co opowiadała mi kiedyś siostra gdy potajemnie spotykaliśmy się na mieście, co wypowiedź starałem się zmieniać głos aby dodać lepszego efektu.
?
Od Taigi
- Co tam wilczku? - Zapytałam z uśmiechem, spinając włosy, aby mi nie przeszkadzały
- Dobrze, a co u Ciebie ptaszku? - Przewrócił oczami
- U mnie świetnie - Niestety nie zdążyłam dokończyć zdania gdyż usłyszałam krzyk koleżanki. Od początku nie chciała przychodzić, jednak można wręcz powiedzieć, że została do tego zmuszona.
- Nie będę obok niego siedzieć, zachowuje się jak zwykły pies! - Obrażona wstała i poszła do samochodu, nikt za nią nie ruszył, co najwyraźniej zaskoczyło naszych nowych przyjaciół
- Nie idziecie za nią? - Zapytał po chwili ciszy
- Rozmawiałam już z nią, po prostu was nie lubi - Wzruszyłam ramionami
- Przecież nikt jej nic nie zrobił
- Kiedyś jakiś wilk zabił jej chłopaka, był lisem, wiem, że wyszedł poza swoje tereny, nie wiadomo czy zrobili to specjalnie, czy nie wyczuli że jest to zmiennokształtny, ale od tamtej pory no cóż, można powiedzieć że trzyma pewną odrazę, jednak nie dziwie jej się, pomimo iż minęło już chyba 4 lata - Wyjaśniłam zaczynając chrupiąc paprykę - Chcesz?
- Nie dzięki - Pokiwał głową
- Przejdzie jej, jeśli o to chodzi - Tak jak mówiłam po kilku minutach wróciła, siadając pomiędzy naszych i nawet nie patrząc na innych
?
- Dobrze, a co u Ciebie ptaszku? - Przewrócił oczami
- U mnie świetnie - Niestety nie zdążyłam dokończyć zdania gdyż usłyszałam krzyk koleżanki. Od początku nie chciała przychodzić, jednak można wręcz powiedzieć, że została do tego zmuszona.
- Nie będę obok niego siedzieć, zachowuje się jak zwykły pies! - Obrażona wstała i poszła do samochodu, nikt za nią nie ruszył, co najwyraźniej zaskoczyło naszych nowych przyjaciół
- Nie idziecie za nią? - Zapytał po chwili ciszy
- Rozmawiałam już z nią, po prostu was nie lubi - Wzruszyłam ramionami
- Przecież nikt jej nic nie zrobił
- Kiedyś jakiś wilk zabił jej chłopaka, był lisem, wiem, że wyszedł poza swoje tereny, nie wiadomo czy zrobili to specjalnie, czy nie wyczuli że jest to zmiennokształtny, ale od tamtej pory no cóż, można powiedzieć że trzyma pewną odrazę, jednak nie dziwie jej się, pomimo iż minęło już chyba 4 lata - Wyjaśniłam zaczynając chrupiąc paprykę - Chcesz?
- Nie dzięki - Pokiwał głową
- Przejdzie jej, jeśli o to chodzi - Tak jak mówiłam po kilku minutach wróciła, siadając pomiędzy naszych i nawet nie patrząc na innych
?
Od Maksa
- No nie sądzę. - powiedziałem sam do siebie ściągając okulary.
Wróciłem do reszty, siedzieli w kryjówce i grali w grę, przyłączyłem się. [...] Kilka dni później Eric zorganizował ognisko abyśmy się dokładnie poznali. To mi wyglądało na coś więcej niż tylko sojusz, może planują coś jeszcze? W domu przygotowałem jedzenie, głównie kiełbaski, szaszłyki, boczek i inne ale i również coś zdrowszego, sałatki. Skąd mogłem wiedzieć czy ktoś nie jest wege? Wziąłem prysznic, założyłem dresy, koszulkę i bezrękawnik.



Wszystko spakowałem do swojego auta i pojechałem na miejsce. Było tam już kilku naszych, ale i kilku ich. Zaparkowałem koło innych, zmieniłem się w wilka i pomogłem znosić patyki.
- O fuuj! - usłyszałem nagle. Była to dziewczyna - ptak (Tak je nazywałem). - Moglibyście to mniej ślinić? - spytała z wyrzutem.
Kevin uśmiechnął się i napluł na dany kijek szczerząc zęby, szturchnąłem go lekko łapą. Zaczęło się ściemniać, przyjechała również Taiga, jej ojciec i reszta. Usiadłem na starej kłodzie, a zaraz koło mnie usiadła Taiga uśmiechając się lekko, odwzajemniłem gest i spojrzałem w ogień a następnie na Erica witającego się z ojcem dziewczyny.
? Nie kończ jeszcze i nie idź spać xd
Wróciłem do reszty, siedzieli w kryjówce i grali w grę, przyłączyłem się. [...] Kilka dni później Eric zorganizował ognisko abyśmy się dokładnie poznali. To mi wyglądało na coś więcej niż tylko sojusz, może planują coś jeszcze? W domu przygotowałem jedzenie, głównie kiełbaski, szaszłyki, boczek i inne ale i również coś zdrowszego, sałatki. Skąd mogłem wiedzieć czy ktoś nie jest wege? Wziąłem prysznic, założyłem dresy, koszulkę i bezrękawnik.
Wszystko spakowałem do swojego auta i pojechałem na miejsce. Było tam już kilku naszych, ale i kilku ich. Zaparkowałem koło innych, zmieniłem się w wilka i pomogłem znosić patyki.
- O fuuj! - usłyszałem nagle. Była to dziewczyna - ptak (Tak je nazywałem). - Moglibyście to mniej ślinić? - spytała z wyrzutem.
Kevin uśmiechnął się i napluł na dany kijek szczerząc zęby, szturchnąłem go lekko łapą. Zaczęło się ściemniać, przyjechała również Taiga, jej ojciec i reszta. Usiadłem na starej kłodzie, a zaraz koło mnie usiadła Taiga uśmiechając się lekko, odwzajemniłem gest i spojrzałem w ogień a następnie na Erica witającego się z ojcem dziewczyny.
? Nie kończ jeszcze i nie idź spać xd
Od Taigi
- Jaki debil? I dlaczego nosisz okulary? Nie żeby coś, ale jesteśmy w lesie, gdzie jest sam cień - Zauważyłam
- Zadajesz za dużo pytań - Westchnął znowu się ode mnie odwracając. Ale on uparty, ale przynajmniej jest nieco zabawniej. Zmieniłam się w kruka i podleciałam do niego zabierając mu okulary i siadając na gałęzi gdzie zmieniłam się w człowieka, a moja zdobycz znalazła się na mojej głowie - Oddawaj!
- Ej masz inny kolor oczu - Zauważyłam marszcząc nieco brwi
- Wydaje Ci się, a teraz złaź i oddaj moje okulary!
- Nie i nie, coś Ty taki uparty, jakbyś powiedział to byłoby Ci lżej wiesz - Westchnęłam
- Po co ja w ogóle z Tobą gadam - Jęknął
- Słyszałam to.- Spojrzałam w niebo, gdzie zauważyłam sokoła, zeskoczyłam z drzewa, a okulary założyłam mu na nos uśmiechając się przy tym - Jeszcze mi powiesz o co chodzi - Zanim zdążył się odezwać odbiłam się o głaz i zmieniłam w kruka lecąc za ptakiem
?
- Zadajesz za dużo pytań - Westchnął znowu się ode mnie odwracając. Ale on uparty, ale przynajmniej jest nieco zabawniej. Zmieniłam się w kruka i podleciałam do niego zabierając mu okulary i siadając na gałęzi gdzie zmieniłam się w człowieka, a moja zdobycz znalazła się na mojej głowie - Oddawaj!
- Ej masz inny kolor oczu - Zauważyłam marszcząc nieco brwi
- Wydaje Ci się, a teraz złaź i oddaj moje okulary!
- Nie i nie, coś Ty taki uparty, jakbyś powiedział to byłoby Ci lżej wiesz - Westchnęłam
- Po co ja w ogóle z Tobą gadam - Jęknął
- Słyszałam to.- Spojrzałam w niebo, gdzie zauważyłam sokoła, zeskoczyłam z drzewa, a okulary założyłam mu na nos uśmiechając się przy tym - Jeszcze mi powiesz o co chodzi - Zanim zdążył się odezwać odbiłam się o głaz i zmieniłam w kruka lecąc za ptakiem
?
Od Maksa
Moje oczy ponownie się zmieniły, ja pierdziele, mam ich już serdecznie dosyć. Odwróciłem głowę i ponownie zmieniłem się w wilka, oparłem łeb o łapy i wsłuchiwałem się w wodę, strzygąc co chwilę uszami. Dziewczyna zmieniła się w kruka i usiadła na mojej głowie, podskakiwała parę razy ale gdy dziobnęła mnie w nos, przewróciłem się na plecy tym samym zrzucając ją z siebie. Wstałem, odszedłem parę kroków i zmieniłem się człowieka, naciągnąłem na nos czarne, przeciwsłoneczne okulary i odwróciłem się do dziewczyny która w tym samym czasie ochlapała mnie wodą uśmiechając się zaczepnie.
- To jak, wilczusiu, jesteś taki wolny?
- Nie jestem wolny, nie moja wina że ten debil psuje wszystko. - wywróciłem oczami a następnie poprawiłem okulary.
?
- To jak, wilczusiu, jesteś taki wolny?
- Nie jestem wolny, nie moja wina że ten debil psuje wszystko. - wywróciłem oczami a następnie poprawiłem okulary.
?
Od Taigi
Wyścig był całkiem zabawny, w końcu wylądowałam na oparciu, gdzie siedzieli przywódcy. Ojciec kciukiem przejechał po moich piórach
- Kiepsko, trzeba będzie poprawić Twój czas - Uśmiechnął się na co przewróciłam oczami będąc wciąż w postaci kruka. Co dziwne, nawet Ci najwolniejsi od nas byli szybciej niż wilki. Dopiero, gdy zaczęli dobiegać dowiedzieliśmy się, że ktoś ich zaczepił. Cóż nie są oni jedynymi wilkami w tym mieście, nie wiem dlaczego nie stworzyli jedności, ale nigdy nawet o to nie zapytałam. Bez słowa wzniosłam się w powietrze. Lecąc nad lasem, nie ciężko było znaleźć czarnego wilka leżącego nad jeziorem. Wylądowałam na nim i dziobnęłam w głowę. Najpierw warknął, za drugim razem chciał mnie trącić łapą, ale odleciałam, siadając na skale i zmieniając się w człowieka
- Jesteś aż taki wolny, czy specjalnie uciekłeś? - Zapytałam z uśmiechem. Odwrócił łeb zamykając oczy - No weź z wilkiem gadać nie umiem
Dopiero po chwili zmienił się w człowieka
- Co chcesz?
- Muszę coś chcieć, żeby zaczepiać bezbronnego wilczka
- Nie wilczka - Burknął
- Wiiilczek - Zachichotałam - To co, serio jesteś taki wolny?
?
- Kiepsko, trzeba będzie poprawić Twój czas - Uśmiechnął się na co przewróciłam oczami będąc wciąż w postaci kruka. Co dziwne, nawet Ci najwolniejsi od nas byli szybciej niż wilki. Dopiero, gdy zaczęli dobiegać dowiedzieliśmy się, że ktoś ich zaczepił. Cóż nie są oni jedynymi wilkami w tym mieście, nie wiem dlaczego nie stworzyli jedności, ale nigdy nawet o to nie zapytałam. Bez słowa wzniosłam się w powietrze. Lecąc nad lasem, nie ciężko było znaleźć czarnego wilka leżącego nad jeziorem. Wylądowałam na nim i dziobnęłam w głowę. Najpierw warknął, za drugim razem chciał mnie trącić łapą, ale odleciałam, siadając na skale i zmieniając się w człowieka
- Jesteś aż taki wolny, czy specjalnie uciekłeś? - Zapytałam z uśmiechem. Odwrócił łeb zamykając oczy - No weź z wilkiem gadać nie umiem
Dopiero po chwili zmienił się w człowieka
- Co chcesz?
- Muszę coś chcieć, żeby zaczepiać bezbronnego wilczka
- Nie wilczka - Burknął
- Wiiilczek - Zachichotałam - To co, serio jesteś taki wolny?
?
Od Maksa
Otrzepałem się i przeciągnąłem, następnie nachyliłem lekko robiąc coś w stylu 'ukłonu' uniosłem wzrok ku górze, patrząc na kruki. Po sygnale ruszyliśmy biegiem przed siebie, pędziliśmy ile sił w łapach, wyprzedzaliśmy ptaki o łeb. Lecz raz to oni nas wyprzedzali, raz my ich. W niespodziewanym momencie na naszą drogę wbiegły dwa inne wilki, nie zdążyliśmy wyhamować wpadliśmy na nich z dużym hukiem obijając się na zakończenie o drzewa. Pozmienialiśmy się w ludzi, powoli wstając, niektórzy jęczeli. Sprawcy natomiast śmiali się w niebo głosy. Caleb wstał, złapałem go za 'szmaty' i przycisnąłem do drzewa.
- O co ci do cholery chodzi? Zawsze musisz wszystko psuć? - warknąłem.
- Muszę, Maksiuuu nie denerwuj się tak bo ci się oczka czerwone zrobią a wtedy to ładnie nie wyglądasz. - uśmiechnął się.
Czułem, jak moje oczy rzeczywiście zaczynają się zmieniać, na szczęście jedynie na bursztynowy.

Chłopaki szybko mnie od niego odciągnęli i przepędzili tamtych dwóch, wyrwałem się im. Spojrzałem na wszystkich po kolei, zakryłem oczy dłonią zmieniłem się w wilka i pobiegłem przed siebie. Musiałem ochłonąć żeby na nikogo bez potrzeby nie fukać...
? PS: Nie robił tej miny, jest straszna XD
- O co ci do cholery chodzi? Zawsze musisz wszystko psuć? - warknąłem.
- Muszę, Maksiuuu nie denerwuj się tak bo ci się oczka czerwone zrobią a wtedy to ładnie nie wyglądasz. - uśmiechnął się.
Czułem, jak moje oczy rzeczywiście zaczynają się zmieniać, na szczęście jedynie na bursztynowy.
Chłopaki szybko mnie od niego odciągnęli i przepędzili tamtych dwóch, wyrwałem się im. Spojrzałem na wszystkich po kolei, zakryłem oczy dłonią zmieniłem się w wilka i pobiegłem przed siebie. Musiałem ochłonąć żeby na nikogo bez potrzeby nie fukać...
? PS: Nie robił tej miny, jest straszna XD
Od Taigi
Wzruszyłam jedynie ramionami
- A może tak mały wyścig? - Zaproponował jeden z chłopaków podchodząc bliżej nas
- Za stary na to jestem - Zaśmiał się mężczyzna
- Cóż zgadzam się - Mój ojciec również się zaśmiał
- Ale my aż tacy starzy nie jesteśmy - Uśmiechnęłam się - Jestem za wyścigiem, nigdy nie goniły mnie wilki więc może być ciekawie
- To raczej Ty będziesz gonić nas
- Tylko bez sztuczek - Mężczyźni usiedli na ławce nieopodal - Więc jedno kółeczko, meta jest przy nas
- No niech będzie - Maks zmienił się w czarnego wilka, zaraz po nim zmieniłam się w kruka, i usiadłam na murku czekając na sygnał do startu
?
- A może tak mały wyścig? - Zaproponował jeden z chłopaków podchodząc bliżej nas
- Za stary na to jestem - Zaśmiał się mężczyzna
- Cóż zgadzam się - Mój ojciec również się zaśmiał
- Ale my aż tacy starzy nie jesteśmy - Uśmiechnęłam się - Jestem za wyścigiem, nigdy nie goniły mnie wilki więc może być ciekawie
- To raczej Ty będziesz gonić nas
- Tylko bez sztuczek - Mężczyźni usiedli na ławce nieopodal - Więc jedno kółeczko, meta jest przy nas
- No niech będzie - Maks zmienił się w czarnego wilka, zaraz po nim zmieniłam się w kruka, i usiadłam na murku czekając na sygnał do startu
?
Od Maksa
- Nie wiem. - wzruszyłem lekko ramionami idąc dalej przed siebie. - Sam chciałbym wiedzieć. - dodałem po chwili.
Schody były zrobione z drewna, kręcone i strome. Oprowadziłem dziewczynę po całej siedzibie, następnie zeszliśmy na dół, nikogo nie było. Słychać było jedynie rozmowę ojca dziewczyny i Erica. Wyszliśmy na zewnątrz, kilku zmieniło się w wilki a pozostali rzucali im piłki, taka nasza zabawa.
- Oprowadziłeś ją? - usłyszałem nagle za sobą głos Erica, skinąłem lekko głową. - To co, może jakiś spacer, cokolwiek żebyśmy mogli się zintegrować? - zaproponował.
?
Schody były zrobione z drewna, kręcone i strome. Oprowadziłem dziewczynę po całej siedzibie, następnie zeszliśmy na dół, nikogo nie było. Słychać było jedynie rozmowę ojca dziewczyny i Erica. Wyszliśmy na zewnątrz, kilku zmieniło się w wilki a pozostali rzucali im piłki, taka nasza zabawa.
- Oprowadziłeś ją? - usłyszałem nagle za sobą głos Erica, skinąłem lekko głową. - To co, może jakiś spacer, cokolwiek żebyśmy mogli się zintegrować? - zaproponował.
?
Od Taigi
- Powinnaś się ubrać bardziej stosownie - Usłyszałam przed ich siedzibą
- No sukienki na takie coś nie założę - Ruszyłam obok ojca, szli z nami również inni ważniejsi z naszej grupy. Weszliśmy do środka, gdzie było jeszcze czuć środki do czyszczenia, a więc niedawno sprzątali. Spojrzałam na chłopaków, którzy stali pod ścianą, w jednym rozpoznałam tego, którego dzisiaj rano zaczepiłam, a więc jest wilkołakiem, cóż słyszałam różne plotki.
- Cieszę się, że przyszliście - Nie wiadomo skąd pojawił się straszy mężczyzna - Wejdziemy do gabinetu tam uzgodnimy wszystkie warunki, nie będzie problemu jeśli porozmawiamy najpierw w cztery oczy? - Spojrzał na mnie z uśmiechem
- Nie ma problemu, słoneczko poczekaj na mnie, dobrze? - Położył rękę na moim ramieniu, a ja skinęłam głową. Niektórzy spojrzeli na mnie podejrzliwie, tak już spotykałam się nie raz z pomówieniami, że jestem jego "kobietą", a nie córką. Jednak cóż mojego ojca to jakże bawiło, zresztą mnie też
- To ja może wyjdę na zewnątrz
- Nie, nie. Mój bratanek oprowadzi Cię po naszej siedzibie, Maks możesz?
- Tak - Westchnął podchodząc do mnie - Cześć, Maks - Podał mi rękę
- Taiga - Również podałam mu dłoń, ruszyliśmy schodami na górę - Tak w ogóle wiesz ile będzie to trwać? To całe spotkanie?
?
- No sukienki na takie coś nie założę - Ruszyłam obok ojca, szli z nami również inni ważniejsi z naszej grupy. Weszliśmy do środka, gdzie było jeszcze czuć środki do czyszczenia, a więc niedawno sprzątali. Spojrzałam na chłopaków, którzy stali pod ścianą, w jednym rozpoznałam tego, którego dzisiaj rano zaczepiłam, a więc jest wilkołakiem, cóż słyszałam różne plotki.
- Cieszę się, że przyszliście - Nie wiadomo skąd pojawił się straszy mężczyzna - Wejdziemy do gabinetu tam uzgodnimy wszystkie warunki, nie będzie problemu jeśli porozmawiamy najpierw w cztery oczy? - Spojrzał na mnie z uśmiechem
- Nie ma problemu, słoneczko poczekaj na mnie, dobrze? - Położył rękę na moim ramieniu, a ja skinęłam głową. Niektórzy spojrzeli na mnie podejrzliwie, tak już spotykałam się nie raz z pomówieniami, że jestem jego "kobietą", a nie córką. Jednak cóż mojego ojca to jakże bawiło, zresztą mnie też
- To ja może wyjdę na zewnątrz
- Nie, nie. Mój bratanek oprowadzi Cię po naszej siedzibie, Maks możesz?
- Tak - Westchnął podchodząc do mnie - Cześć, Maks - Podał mi rękę
- Taiga - Również podałam mu dłoń, ruszyliśmy schodami na górę - Tak w ogóle wiesz ile będzie to trwać? To całe spotkanie?
?
Od Maksa
Nim zszedłem ze ścieżki leśnej obejrzałem się, czy aby na pewno nikt mnie nie śledzi. Buło tu pusto, zmieniłem się w wilka i pobiegłem w kierunku naszej siedziby. Nie było tam jeszcze wszystkich ale większość.
- Siemka. - powiedziałem zmieniając się w człowieka.
- Hejo. Hej. Cześć. - odezwali się po kolei.
- Ogarnijmy tutaj trochę, wiecie kto ma przyjść... - powiedział zaczynając zmiatać.
Wczoraj opowiadał nam o tym pokoju, właściwie to nie miałem nic przeciwko. Ogarnęliśmy, był tu porządek jak nigdy indziej. Właściwie nigdy nie było jakoś koszmarnie brudno, ale też się nie błyszczało. Nagle usłyszeliśmy kroki.
- Dwie minuty i będą. - powiedział Matt.
Jako wilki mieliśmy świetny słuch. Po chwili weszli. Stanąłem przy ścianie koło Matta chowając dłonie do kieszeni.
?
- Siemka. - powiedziałem zmieniając się w człowieka.
- Hejo. Hej. Cześć. - odezwali się po kolei.
- Ogarnijmy tutaj trochę, wiecie kto ma przyjść... - powiedział zaczynając zmiatać.
Wczoraj opowiadał nam o tym pokoju, właściwie to nie miałem nic przeciwko. Ogarnęliśmy, był tu porządek jak nigdy indziej. Właściwie nigdy nie było jakoś koszmarnie brudno, ale też się nie błyszczało. Nagle usłyszeliśmy kroki.
- Dwie minuty i będą. - powiedział Matt.
Jako wilki mieliśmy świetny słuch. Po chwili weszli. Stanąłem przy ścianie koło Matta chowając dłonie do kieszeni.
?
Od Taigi
Przeciągnęłam się na łóżku i otwarłam jedno oko patrząc w stronę okna. Słońce, jak fajnie, ostatnio często padało przez co nawet nie mogłam się zmienić. Z lekkim uśmiechem podniosłam się i usiadłam po turecku patrząc w lustro. Włosy stały w każdym możliwym kierunku, a twarz zdecydowanie wołała o zimną wodę. Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki, zakładając rurki i bluzę. Otwarłam okno i wzięłam głęboki oddech, praktycznie jeszcze nikogo nie było więc na spokojnie mogłam zmienić się w kruka i wzbić w powietrze. Lecąc nad lasem zauważyłam chłopaka, kojarzyłam go był z innej grupy, jednak z powodu iż praktycznie wszyscy byliśmy skłóceni kojarzyłam go jedynie z widzenia i z opowieści innych. Przeleciałam nad nim, dotykając skrzydłem jego włosów, widok jego miny był bezcenny i warty tego małego zlotu. W siedzibie byłam po kilku minutach. Zmieniłam się tuż przed drzwiami i weszłam z uśmiechem
- Hej wszystkim! - Zawołałam na wejściu idąc przez korytarz
- Taiga, ojciec na Ciebie czeka
- Jakież miłe powitanie - Westchnęłam idąc w stronę jego biura, jak zawsze zapukałam po czym weszłam do środka - Coś nie tak?
- Siadaj proszę - Wskazał na krzesło - Chciałem Ci oznajmić, że przyszedł czas na pokój
- Nie pamiętam, żebyśmy byli skłóceni - Uśmiechnęłam się jedynie
- Nie żartuj - Westchnął - Coraz więcej naszych się rodzi, a jeśli nie dojdzie do pokoju będzie wojna, czego nie chcemy, poza tym nie możemy pozwolić, żeby ludzie się zorientowali. Bądź gotowa na to, że na spotkania będziesz chodzić ze mną
- Brzmi świetnie - Mruknęłam mało zadowolona
?
- Hej wszystkim! - Zawołałam na wejściu idąc przez korytarz
- Taiga, ojciec na Ciebie czeka
- Jakież miłe powitanie - Westchnęłam idąc w stronę jego biura, jak zawsze zapukałam po czym weszłam do środka - Coś nie tak?
- Siadaj proszę - Wskazał na krzesło - Chciałem Ci oznajmić, że przyszedł czas na pokój
- Nie pamiętam, żebyśmy byli skłóceni - Uśmiechnęłam się jedynie
- Nie żartuj - Westchnął - Coraz więcej naszych się rodzi, a jeśli nie dojdzie do pokoju będzie wojna, czego nie chcemy, poza tym nie możemy pozwolić, żeby ludzie się zorientowali. Bądź gotowa na to, że na spotkania będziesz chodzić ze mną
- Brzmi świetnie - Mruknęłam mało zadowolona
?
Od Maksa
Wstałem wcześnie, jak co dzień. Nigdy nie lubiłem długo spać, później dzień wydawał mi się być krótszy. No chyba że to są weekendy, wtedy pozwalam sobie na leniuchowanie. Wziąłem zimny prysznic, umyłem zęby i założyłem czyste ubrania. Dokładnie jeansy, t-shirt i koszulę.

Stanąłem przed lodówką i po dokładnym obejrzeniu jej zawartości stwierdziłem że nie jestem głodny. Po krótkim czasie wyszedłem z domu i powolnym krokiem ruszyłem w stronę lasu do naszej siedziby. Był ładny, słoneczny lecz nie upalny dzień, postanowiłem nie odpalać motoru, po prostu iść pieszo.
?
?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
