- No chyba powinniśmy. - mruknąłem.
- No więc właśnie... - odpowiedziała bardzo spokojnym tonem.
Westchnąłem, obróciłem się przodem do niej i oparłem o drzwi. Przez chwilę się wahałem, jednak zacząłem mówić.
- Moja mama zginęła przy porodzie, ojciec nienawidził mnie za to, twierdził że to moja wina. Popadł w alkoholizm, przestał nad sobą panować. Zaczął znęcać się psychicznie i fizycznie nade mną, nikomu o tym nie mówiłem, siniaki ukrywałem jak tylko mogłem tylko dlatego, że panicznie bałem się domu dziecka, tego, co mnie tam czeka. Im stawałem się straszy, tym moja psychika była w coraz gorszym stanie. Gdy miałem 10 lat jego ojciec zabrał mnie na spacer, bałem się mu odmówić. Poszliśmy na most, skończył wykrzykując jak bardzo mnie nienawidzi. Zostałem zupełnie sam. Moją siostrą zajęli się dziadkowie, mnie nie chcieli, każdy uważał że to przeze mnie niego zginęła ich kochana córka, moja mama. Nie miałem normalnej rodziny, jednak starałem się nie użalać nad swoim losem. Zarabiałem pieniądze roznosząc gazetki, wyprowadzając psy sąsiadów, właściwie tylko dzięki temu przeżyłem. Gdy byłem starszy zaczęły się problemy, zaczął brać udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, początkowo dla pieniędzy później stało się to moją pasją. Policja zaczęła się mną interesować a jako że nie byłem pełnoletni, musiał coś zrobić żeby nie trafić do domu dziecka. Wykorzystałem to, że wyglądałem na pełnoletniego. Dzięki fałszywemu dokumentowi zaciągnąłem się do wojska, do piechoty morskiej. Nie było jednak kolorowo, po jednym z ataków wroga na bazę został ranny, miałem po tym napady lękowe, czasami nie mogłem opanować agresji. Musiałem chodzić do psychologa i przyjmować specjalnie tabletki, nadal je czasami biorę... miałem spore oszczędności dlatego wyjechał z kraju i chciałem zaczął nowe życie, ale to cały czas wraca... - zmrużyłem oczy nie dając wypłynąć łzą, nie chcąc okazać słabości.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz