Niebo, drzewa, wiatr i ja. Nie można sobie wymarzyc lepszego dnia, nigdy nie potrzebowalam wiele, zresztą czasami mam nawet wrażenie że jakbym się urodziła chłopakiem to nie byłabym wielce zła. Moje jakże głębokie przemyślenia przerwała mi kropla deszczu na dziobie, nie było czasu na szukanie kryjówki więc wyladowalam w parku gdzie zmieniłam się w człowieka, świetnie byłam już nieźle przemoknieta a do domu miałam kawałek drogi. Z kapturem na głowie w miarę szybkim krokiem wyszłam z parku i ruszyłem obok boiska gdzie zauważyłam że ktoś gra w kosza... Ludzie kto jest na tyle niepowazny żeby teraz grać... Och... Maks... Coś mnie zatrzymało i kazało wejść na boisko
- Nie masz co robić w deszczu? - Zapytałam jedynie łapiąc piłkę która upadła obok mnie
- W deszczu ponoć lepiej się myśli, a Ty co tutaj robisz?
- Mokre skrzydła nie są zbyt dobre do latania - Wzruszylam ramionami i rzucilam w stronę kosza ale nie trafiłam - A do domu mam kawałek drogi więc już bardziej nie zmokne - Usmiechnelam się lekko
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz