Jakoś dziwnie nie szło mu na tym meczu, kilka osób pomógło mu zejść z boiska, nie wyglądało to najlepiej. Ściągnął kask i siedział na ławce trzymając się za głowę. Od razu wstalam i zeszlam na dół. Jakoś przemknelam obok innych i usiadlam obok Maksa
- Ej wilczku a Tobie co? - Spojrzalam na niego podnosząc jedną brew
- Chwilowy spadek kondycji...
- A ja latać nie umiem - Burknelam
- Nie wziąłem tabletek, każdy hałas kojarzy mi się... - Tutaj westchnął trzymając się za głowę - Myślałem że sobie poradzę
- Oj wilczku... Nie możesz rzucić tego z dnia na dzień, trzeba stopniowo to odkładać, myślałam że wiesz takie rzeczy - przeczesalam włosy - Nie martw się... Grales całkiem dobrze
- Całkiem...
- Oj spokojnie - Poklepalam go po plecach - Jeśli to Cię jakoś pocieszy to dziewczyny i tak czekają tylko na to aż będziesz koniec i ściągnięcie koszulki - Usmiechnelam się lekko
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz