Skinąłem głową. Dziewczyna weszła do domu a ja odjechałem, pojechałem do siebie. Wziąłem prysznic następnie usiadłem na kanapie, przede mną położyłem pudełeczko z tabletkami i wodę. Zastanawiałem się, wziąć czy nie wziąć? Ostatecznie wziąłem jedną popijając zimną wodą. Po pięciu minutach bezmyślnego gapienia się w ścianę poszedłem spać. [...] Dziś po południu zaczęło padać, akurat gdy byłem w samym środku drogi. Jakoś specjalnie mnie to nie zmartwiło, zaczęło lać mocniej, doszedłem na boisko. Miałem na sobie jedynie bluzę, spodnie, przeczesałem włosy dłonią gdy kropla wody która z nich zleciała spadła mi na nos. Ponownie rzuciłem piłką do kosza.
?
czwartek, 31 marca 2016
Od Taigi
- Nie załamuj się okej? - Usiadłam ponownie na siedzeniu obok - To najgorsze co może być, załamać się
- Jeszcze się nie załamuje - Uśmiechnął się delikatnie
- I nawet nie próbuj bo Ci będę stukać dziobem w łeb - Zagroziłam z uśmiechem
- Brzmi strasznie
- Tak miało brzmieć. Będę musiała iść, nie chce żeby się martwił, pewnie jeszcze się spotkamy, więc do zobaczenia - Otwarłam drzwi
- Dzięki, za rozmowę - Uśmiechnął się delikatnie
- Nie ma sprawy, w razie czego wiesz gdzie mieszkam
?
- Jeszcze się nie załamuje - Uśmiechnął się delikatnie
- I nawet nie próbuj bo Ci będę stukać dziobem w łeb - Zagroziłam z uśmiechem
- Brzmi strasznie
- Tak miało brzmieć. Będę musiała iść, nie chce żeby się martwił, pewnie jeszcze się spotkamy, więc do zobaczenia - Otwarłam drzwi
- Dzięki, za rozmowę - Uśmiechnął się delikatnie
- Nie ma sprawy, w razie czego wiesz gdzie mieszkam
?
Od Maksa
Przez chwile błądziłem wzrokiem.
- Mi się chyba nie da pomóc. - wzruszyłem lekko ramionami. - Ale miło z twojej strony, to... dużo dla mnie znaczy. - stwierdziłem.
- Na pewno jest jakiś sposób. - nie odpuszczała. - Zawsze jest. - dodała dość pewnie.
Wzruszyłem lekko ramionami po czym westchnąłem. Wiem, że to straszne usłyszeć że dla ktoś kogo kochałeś nigdy nie byłeś nikim ważnym...
?
- Mi się chyba nie da pomóc. - wzruszyłem lekko ramionami. - Ale miło z twojej strony, to... dużo dla mnie znaczy. - stwierdziłem.
- Na pewno jest jakiś sposób. - nie odpuszczała. - Zawsze jest. - dodała dość pewnie.
Wzruszyłem lekko ramionami po czym westchnąłem. Wiem, że to straszne usłyszeć że dla ktoś kogo kochałeś nigdy nie byłeś nikim ważnym...
?
Od Taigi
Słuchałam go robiąc duże oczy, od początku przeczuwałam, że nie miał najłatwiejszego dzieciństwa, ale nigdy nie sądziłam, że może mieć aż tak źle. W jednej chwili objęłam go, przytulając się do jego klatki piersiowej. W takiej pozycji byliśmy przez kilka dobrych chwil, dopiero po kilku miutach przerwałam tą ciszę
- Przykro mi, nie sądziłam, że mogłeś mieć aż tak źle... Pytałeś co z moją mamą, ona od nas odeszła. Zaraz po tym jak objawiły się moje moce, po prostu nas zostawiła, ojciec nie chciał mi na początku powiedzieć o co chodzi, później sama się dowiedziałam, że znalazła innego faceta, zaszła w nim ciążę i po prostu uciekła. Chciałam się z nią skontaktować, ale uznała, że nigdy nie traktowała mnie jak swoje dziecko i że tak będzie lepiej. Też się zmieniała, też w kruka - Mówiłam wciąż trzymając twarz w jego koszuli - Nie bierz tabletek
- One pomagają - Dopiero teraz poczułam rękę na swoich plecach
- Ale od nich możesz się też uzależnić - Zauważyłam delikatnie podnosząc wzrok - Ja... Mogę Ci jakoś pomóc
?
- Przykro mi, nie sądziłam, że mogłeś mieć aż tak źle... Pytałeś co z moją mamą, ona od nas odeszła. Zaraz po tym jak objawiły się moje moce, po prostu nas zostawiła, ojciec nie chciał mi na początku powiedzieć o co chodzi, później sama się dowiedziałam, że znalazła innego faceta, zaszła w nim ciążę i po prostu uciekła. Chciałam się z nią skontaktować, ale uznała, że nigdy nie traktowała mnie jak swoje dziecko i że tak będzie lepiej. Też się zmieniała, też w kruka - Mówiłam wciąż trzymając twarz w jego koszuli - Nie bierz tabletek
- One pomagają - Dopiero teraz poczułam rękę na swoich plecach
- Ale od nich możesz się też uzależnić - Zauważyłam delikatnie podnosząc wzrok - Ja... Mogę Ci jakoś pomóc
?
Od Maksa
- No chyba powinniśmy. - mruknąłem.
- No więc właśnie... - odpowiedziała bardzo spokojnym tonem.
Westchnąłem, obróciłem się przodem do niej i oparłem o drzwi. Przez chwilę się wahałem, jednak zacząłem mówić.
- Moja mama zginęła przy porodzie, ojciec nienawidził mnie za to, twierdził że to moja wina. Popadł w alkoholizm, przestał nad sobą panować. Zaczął znęcać się psychicznie i fizycznie nade mną, nikomu o tym nie mówiłem, siniaki ukrywałem jak tylko mogłem tylko dlatego, że panicznie bałem się domu dziecka, tego, co mnie tam czeka. Im stawałem się straszy, tym moja psychika była w coraz gorszym stanie. Gdy miałem 10 lat jego ojciec zabrał mnie na spacer, bałem się mu odmówić. Poszliśmy na most, skończył wykrzykując jak bardzo mnie nienawidzi. Zostałem zupełnie sam. Moją siostrą zajęli się dziadkowie, mnie nie chcieli, każdy uważał że to przeze mnie niego zginęła ich kochana córka, moja mama. Nie miałem normalnej rodziny, jednak starałem się nie użalać nad swoim losem. Zarabiałem pieniądze roznosząc gazetki, wyprowadzając psy sąsiadów, właściwie tylko dzięki temu przeżyłem. Gdy byłem starszy zaczęły się problemy, zaczął brać udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, początkowo dla pieniędzy później stało się to moją pasją. Policja zaczęła się mną interesować a jako że nie byłem pełnoletni, musiał coś zrobić żeby nie trafić do domu dziecka. Wykorzystałem to, że wyglądałem na pełnoletniego. Dzięki fałszywemu dokumentowi zaciągnąłem się do wojska, do piechoty morskiej. Nie było jednak kolorowo, po jednym z ataków wroga na bazę został ranny, miałem po tym napady lękowe, czasami nie mogłem opanować agresji. Musiałem chodzić do psychologa i przyjmować specjalnie tabletki, nadal je czasami biorę... miałem spore oszczędności dlatego wyjechał z kraju i chciałem zaczął nowe życie, ale to cały czas wraca... - zmrużyłem oczy nie dając wypłynąć łzą, nie chcąc okazać słabości.
?
- No więc właśnie... - odpowiedziała bardzo spokojnym tonem.
Westchnąłem, obróciłem się przodem do niej i oparłem o drzwi. Przez chwilę się wahałem, jednak zacząłem mówić.
- Moja mama zginęła przy porodzie, ojciec nienawidził mnie za to, twierdził że to moja wina. Popadł w alkoholizm, przestał nad sobą panować. Zaczął znęcać się psychicznie i fizycznie nade mną, nikomu o tym nie mówiłem, siniaki ukrywałem jak tylko mogłem tylko dlatego, że panicznie bałem się domu dziecka, tego, co mnie tam czeka. Im stawałem się straszy, tym moja psychika była w coraz gorszym stanie. Gdy miałem 10 lat jego ojciec zabrał mnie na spacer, bałem się mu odmówić. Poszliśmy na most, skończył wykrzykując jak bardzo mnie nienawidzi. Zostałem zupełnie sam. Moją siostrą zajęli się dziadkowie, mnie nie chcieli, każdy uważał że to przeze mnie niego zginęła ich kochana córka, moja mama. Nie miałem normalnej rodziny, jednak starałem się nie użalać nad swoim losem. Zarabiałem pieniądze roznosząc gazetki, wyprowadzając psy sąsiadów, właściwie tylko dzięki temu przeżyłem. Gdy byłem starszy zaczęły się problemy, zaczął brać udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, początkowo dla pieniędzy później stało się to moją pasją. Policja zaczęła się mną interesować a jako że nie byłem pełnoletni, musiał coś zrobić żeby nie trafić do domu dziecka. Wykorzystałem to, że wyglądałem na pełnoletniego. Dzięki fałszywemu dokumentowi zaciągnąłem się do wojska, do piechoty morskiej. Nie było jednak kolorowo, po jednym z ataków wroga na bazę został ranny, miałem po tym napady lękowe, czasami nie mogłem opanować agresji. Musiałem chodzić do psychologa i przyjmować specjalnie tabletki, nadal je czasami biorę... miałem spore oszczędności dlatego wyjechał z kraju i chciałem zaczął nowe życie, ale to cały czas wraca... - zmrużyłem oczy nie dając wypłynąć łzą, nie chcąc okazać słabości.
?
Od Taigi
Położyłam rękę na jego ramieniu, nie sądziłam, że tak to widzi, że tak się zadręcza. Jednak, przecież nawet jakby zdążył o te kilka sekund to i tak nie uratowałby wszystkich, a może nawet i sam by wtedy zginął.
- Powiedz o co chodzi - Nalegałam, pomimo iż nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Cały czas milczał, wlepiając wzrok w szybę - Chodzi o Twoich rodziców, tak?
Na te słowa zacisnął dłoń w pięść, jednak dalej milczał, a jego wzrok ani na chwilę nie drgnął
- To nie jest teraz ważne i tak za dużo powiedziałem - Odezwał się w końcu czując najwyraźniej, że nie daję za wygraną
- To jest ważne, skoro mamy sobie ufać, w sprawach grupy to chyba i w takich stosunkach powinniśmy mieć do siebie jakieś zaufanie czyż nie?
?
- Powiedz o co chodzi - Nalegałam, pomimo iż nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Cały czas milczał, wlepiając wzrok w szybę - Chodzi o Twoich rodziców, tak?
Na te słowa zacisnął dłoń w pięść, jednak dalej milczał, a jego wzrok ani na chwilę nie drgnął
- To nie jest teraz ważne i tak za dużo powiedziałem - Odezwał się w końcu czując najwyraźniej, że nie daję za wygraną
- To jest ważne, skoro mamy sobie ufać, w sprawach grupy to chyba i w takich stosunkach powinniśmy mieć do siebie jakieś zaufanie czyż nie?
?
Od Maksa
Dziewczyna otworzyła drzwi.
- Ty nic nie rozumiesz. - spojrzałem za okno.
Drzwi się zamknęły, myślałem że wysiadła, jednak tego nie zrobiła. Usiadła za to wygodnie, spojrzałem na nią ukradkiem.
- Skoro nie rozumiem, słucham.
- To ja się podjąłem tego zadania, żeby pójść ich szpiegować. Planowali zamach na naszą bazę, biegłem ale i tak nie zdążyłem. Wszedłem do tego namiotu i sekundy później wybuchł... była tam większość naszego wojska, prawie wszyscy zginęli i to przeze mnie bo nie zdążyłem. Woja to jedno, a nie podołać zadaniu to drugie. Znowu ktoś przeze mnie zginął... - wsadziłem dłoń we włosy.
- Znowu? - przechyliła lekko głowę.
- Późno już. - westchnąłem.
Chyba dzisiaj bez tej pieprzonej tabletki się nie obejdę... z resztą jak ostatnio często.
?
- Ty nic nie rozumiesz. - spojrzałem za okno.
Drzwi się zamknęły, myślałem że wysiadła, jednak tego nie zrobiła. Usiadła za to wygodnie, spojrzałem na nią ukradkiem.
- Skoro nie rozumiem, słucham.
- To ja się podjąłem tego zadania, żeby pójść ich szpiegować. Planowali zamach na naszą bazę, biegłem ale i tak nie zdążyłem. Wszedłem do tego namiotu i sekundy później wybuchł... była tam większość naszego wojska, prawie wszyscy zginęli i to przeze mnie bo nie zdążyłem. Woja to jedno, a nie podołać zadaniu to drugie. Znowu ktoś przeze mnie zginął... - wsadziłem dłoń we włosy.
- Znowu? - przechyliła lekko głowę.
- Późno już. - westchnąłem.
Chyba dzisiaj bez tej pieprzonej tabletki się nie obejdę... z resztą jak ostatnio często.
?
Subskrybuj:
Posty (Atom)