sobota, 2 kwietnia 2016
Od Maksa
Nagle usłyszeliśmy liczne kroki - przyszli. Zeszliśmy na dół. [...] Ja, Kev, Tai i Cassie poszliśmy na boisko, zostawiliśmy bluzy na trawie zaraz obok nas.
- To co, meczyk? Ja i Tai, przeciwko wam. - zaproponowałem.
- Albo chłopaki kontra dziewczyny. - Kevin uśmiechnął się.
Spojrzeliśmy pytająco na dziewczyny.
?
Od Taigi
- To tak nie jest - Oparlam swoją brodę o kolano - Ludzie po prostu boją się tego czego nie umieją zrozumieć
- Nie Tai, po prostu nikt nie chce mieć do czynienia z patologia
- Przecież nie jesteś niczemu winny, teraz masz własne mieszkanie, pracę, dobrze Ci idzie. To że miałeś takiego ojca nie oznacza że i Ty musisz taki być - Złapałam go za rękę z lekkim uśmiechem - Mowiles że nie poradzisz sobie bez tabletek a to bez nich wygraliscie mecz - Dodalam
- Niby tak - Uśmiechnął się lekko
- Więc głowa do góry. Poza tym masz być moim ochroniarzem więc lepiej się spisuj bo Cię zwolnie - Oboje zaczęliśmy się śmiać
- Czyli dostanę wypłatę?- Podniósł jedną brew
- Mogłabym Ci coś ugotowac ale mogę spalić kuchnię więc... W ramach wypłaty zamówie pizze
?
Od Maksa
- No ale na pewno jakaś była. - nie dawała za wygraną.
- No była taka jedna, ale po kilku miesiącach przeprowadziła się bo jej rodzice dowiedzieli się o moim ojcu, stwierdzili że ich córka nie będzie zadawać się z patologicznym chłopakiem. - wzruszyłem lekko ramionami. - Każdy był do mnie uprzedzony, no ale... przyzwyczaiłem się że nikomu nie byłem potrzebny, że każdy mnie odtrącał.
?
Od Taigi
- Byliśmy ze sobą pół roku, miałam 17 lat, on był starszy o 3 lata, a dodatkowo zmieniał się w orła więc możesz sobie wyobrazić jak mogłam zareagować - Usiadlam po turecku
- No mogę się domyślić
- Na początku było... Jak w tych wszystkich filmach, randki, kwiaty, wspólne wyjazdy mój ojciec od razu mówił że mam na niego uważać, ale go nie słuchałam. Po kilku miesiącach zaczęło się psuć ale nie chciałam tego widzieć. Nawet jak pierwszy raz mnie uderzył wierzylam że to tylko chwilowe... Wybaczylam mu nawet zdradę - Odwrocilam się do niego tyłem i podnioslam włosy pokazując kark
- On Ci to zrobił? - Przejechał palcem po mojej bliznie
- Tego już mu nie mogłam wybaczyć- Ponownie usiadlam naprzeciwko niego z lekkim uśmiechem - Ale Ty chyba też miałeś jakieś koleżanki, nie wierzę że nie
?
Od Maksa
- No niestety.
- Wczoraj mówiłaś też że miałaś chłopaka... ale że nie jesteś zbyt zadowolona z tego... - zacząłem. - Co ci zrobił? - spytałem kierując wzrok na nią. - Jak nie chcesz mówić, okey. Zrozumiem. - dodałem szybko.
?
Od Taigi
Ze spokojem usiadlam obok niego i oparlam się o oparcie
- Jeśli myślisz że nie widzę to się grubo myślisz
- Czego?
- Powiedziałam Ci coś wczoraj prawda? Jeśli to było coś głupiego to przepraszam, często gadam różne rzeczy jak wypije - Odwróciłam na chwilę wzrok
- Pytalas tylko czy miałem dziewczynę
- A miałeś? - Zapytałam spokojnie
- Nie - Westchnął - Znowu to powtórzę nie miałem nigdy czasu na związek - Jak zaczął to mówić to coą zaczęło mi switac w głowie
- Smutne, powinieneś przeżyć tą swoją pierwsza miłość, jak każdy w tym wieku - Uśmiechnelam się lekko ponownie kierując swój wzrok na niego
Od Maksa
- Jesteśmy sami? - spytała.
- Jeszcze tak, za jakiś czas mają przyjść chłopacy. - wyjaśniłem.
Tai wstała i zamknęła drzwi, spojrzałem na nią zdziwiony nie rozumiejąc o co chodzi.
?
Od Taigi
- Nie wiem - Westchnelam - Nie powiedział mi o kogo chodzi - Spojrzalam na niego
- Czyli może być niebezpiecznie
- Ale nie mogą być niewiadomo jak niebiezpieczni ze wszystkimi się widziałam i nikt nie mówił że ma wrogie nastawienie do kogokolwiek -Wpuścił mnie do jednego pomieszczenia gdzie od razu usiadlam na biurku
- Czyli w czym może być problem?- Zapytał podając mi butelkę z woda
- Nie mam pojęcie - Wzruszylam ramionami
?
Od Maksa
- Twój ojciec jest aż tak bardzo nadopiekuńczy czy serio może być niebezpiecznie? - spytałem.
?
Od Taigi
- Czesc - Pomachalam mu ponownie zatapiajac się w papiery. Dopiero po dwóch godzinach mogłam wyjść z biura. Zadowolona wzięłam salatke i usiadłam z dziewczynami
- To jak było coś wczoraj? - Zaczęła Katrin ze śmiechem
- Z tego co wiem to między Tobą i Kevinem coś jest - Wskazalam na nią widelcem
- No jest miły i przystojny, wczoraj było całkiem miło jak was zostawilismy - Zrobiła typową minę marzycielki
- Między nami nic nie było
- Ale chcialabys!
- Oj zamknij się - Zasmialam się jedynie
- Taiga, mogę Cię prosić - ujrzałam swojego ojca nieco zaskoczona skinelam głową i ruszylam za nim
- Coś nie tak?
- Muszę wyjechać, a nie ukrywam że niektórzy ostatnio nie są zbyt zadowoleni z naszego nowego sojuszu dlatego też muszę to załatwić. Nie chce żebyś była sama, zadzwonilem do Erica wyraził zgodę żebyś przez te kilka dni była pod opieką Maksa
- Przecież umiem o siebie zadbać - Zmarszczylam brwi
- Nie będę z Tobą dyskutować, jest wilkiem i ma całą watahe która mu pomoże, nie poradzisz sobie sama, decyzja zapadła. Jeszcze dzisiaj po Ciebie przyjedzie więc wez kilka rzeczy i bądź proszę grzeczna
- Traktujesz mnie jakbym miała cały czas 10 lat - Ze wszystkich sił starałam się nie wybuchnąć, przecież nie potrzebuje żadnego ochroniarza, lubię Maksa ale przecież nie musi mnie pilnować
- Bo jesteś dla mnie ważna i nie chce Cię stracić! Jasne?
- Tak....
- Dobrze, możesz już iść. Nie sprawiaj problemów u nich w siedzibie dobrze
- Dobrze - Westchnelam wychodząc z jego biura
?
Od Maksa
- Wzięłam tabletkę, przestała.
- Wczoraj zarzekałaś się że nigdy cię głowa nie boli. - uśmiechnąłem się lekko, przyszedł Matt i dał znak głową że idziemy. - To cześć. - dodałem idąc w stronę wyjścia.
?
Od Taigi
- Mam wrażenie że coś ukrywasz - Skrzyzowalam ręce wciąż na niego patrząc
- Serio nic się nie stało - Uśmiechnął się jednak dalej miałam wrażenie że coś się stało ostatniej nocy - Tak co u Ciebie?
- Jeśli się dowiem prawdy to Ci oczy wydziobie - Zagrozilam wracając do biurka - Uziemili mnie dzisiaj przy papierkach - Dodalam już spokojniej
- Może ci pomogę? - Zaproponował podchodzac do mnie
- I tak wszędzie muszę się podpisać- Westchnelam
?
Od Maksa
- Dość szybko wyszedłeś... - przechyliła lekko głowę.
- Nic się nie stało, nic nie powiedziałaś, spokojnie. - uśmiechnąłem się lekko.
- Na pewno?
- Tak.
?
Od Taigi
Dziwne uciekł tak nagle. Mam nadzieję że wczoraj nie powiedziałam czegoś głupiego przez co mógł się na mnie obrazić. Do końca dnia siedzialam w domu, dobrze było tak odpocząć, następnym razem zdecydowanie tyle nie pije. W poniedziałek na nowo zaczęła się praca w siedzibie, właśnie ogarnialam papiery kiedy ktoś zapukał do biura, byłam przekonana że to któras z dziewczyn więc nie ukrywalam zdziwienia widząc Maksa ze swoim kolegą
- Pomoc wam jakoś? - Zapytałam w końcu
- Potrzebujemy kopi waszych map, wcześniej dostaliścię nasze - Wyjaśnił Matt o ile się nie mylę
- Racja racja - Skinelam głową zaczynając szukać odpowiedniej teczki - Pójdziesz do dziewczyn obok? Moje ksero się zepsulo - Usmiechnelam sie lekko
- Ta pewnie - Odwzajemnil gest wychodząc z pomieszczenia
- Maks.... Ostatnio powiedziałam Ci coś... Dziwnego? - Zaczęłam opierając się o biurko
?
Od Maksa
- To do zobaczenia... - uśmiechnęła się delikatnie.
- Tak, cześć. - odwzajemniłem gest.
Wyszedłem z jej mieszkania a już po piętnastu minutach byłem w lesie, po drodze kupiłem sobie kawę.
?
Od Taigi
Po kilku minutach kręcenia się, w końcu usnelam. Obudził mnie nieznośny ból głowy. Usiadlam na kanapie i przetarlam oczy, dopiero teraz zauważyłam na swoim dywanie czarnego wilka
- Maks...
Dopiero jak się odezwalam to zmienił się w człowieka
- Nie śpisz już - Ziewnal
- Dlaczego śpisz na dywanie? I dlaczego ja śpię na kanapie a nie w swoim łóżku? - Przeczesalam włosy
- Nie chciałaś się ruszyć... Nic nie pamiętasz? - Przechylił głowę
- Pamiętam jak wychodzimy z baru, pozniej czarna plama. Za dużo wypilam - Jeknelam - Idę zrobić kawę chcesz też?
?
Od Maksa
- Maksiu... - usłyszałem nagle, spojrzałem na nią. - Dobranoc. - uśmiechnęła się.
- Dobranoc. - odwzajemniłem gest.
Zmieniłem się w wilka po czym położyłem na dywanie, po chwili oparłem pyszczek o łapy i zamknąłem oczy.
?
Od Taigi
- Pewnie trafiales na same blondynki- Zasmialam się cicho - Nie każda patrzy na to co było
- Ale większość tak
- Ja jeszcze nie ucieklam - Zauwazylam przewracajac się na bok
- Jeszcze nie ucieklas - Powtórzył cicho, poczułam jak przykrywa mnie kocem - Masz jakieś klucze zapasowe?
- Nie a po co mi klucze zapasowe? - Ziewnelam zamykając oczy
- Mogłem to przewidzieć... Przespie się na dywanie jako wilk okej?
- Wilczek - Wyszeptalam sciskajac poduszkę niczym pluszowego misia- Czemu na dywanie przecież mogę rozłożyć kanapę zmieścimy się oboje.
?
Od Maska
- okej. - odpowiedziałem dalej zaskoczony tym co się stało.
- Wiesz co... Nie wieżę że nie miałeś dziewczyny tylko przez brak czasu. - stwierdziła po chwili ciszy.
- Spójrzmy prawdzie w oczy, żadna dziewczyna nie będzie chciała chłopaka takiego jak ja, z taką przeszłością... - Westchnąłem.
?
Od Taigi
- Nie wygonisz mnie do łóżka tylko dlatego że się wstydzisz
- Czego miałbym się wsty...
- Pewnie koledzy Ci dokuczali z tego powodu że nie masz dziewczyny, to trochę smutne - Przechylilam głowę
- Mówiłem Ci już że po prostu nie miałem czasu - Jeknal - Jak jesteś pijana to jesteś straszna - Podsumował uśmiechając się lekko. Przez chwilę patrzylam na niego nie odzywajac się. Dopiero po kilku minutach zblizylam się jeszcze bardziej, tak że dzieliły nas może centymetry, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć nasze usta były już złączone. Nie był to wielki pocałunek, nazwałabym to raczej niewinnym calusem
- Całkiem miło - Wróciłam na swoje miejsce kładąc głowę na poduszkę i ponownie ziewajac - Następnym razem będziemy pić wódkę okej?
?
piątek, 1 kwietnia 2016
Od Maksa
- Ale nigdy się nie całowałeś? - spytała nagle.
- Całowałem. Jeju, Tai... to że nie miałem oficjalnie dziewczyny nie znaczy że nie robiłem innych rzeczy... - westchnąłem lekko.
- Ah, no dobra. - zaśmiała się lekko.
- Nadal nie chce ci się spać? - spytałem.
Tai? Może się pocałują a Tai nie będzie rano tego pamiętała? ;P
Od Taigi
- Jakbym Cię nie lubiła to bym Cię nie zaprosiła do siebie - Zauważyłam ziewajac
- To akurat może być słuszna uwaga- Uśmiechnął się
- No właśnie. Czekaj to Ty tak na serio nie miałeś dziewczyny? Ani razu? - Patrzylam na niego zaskoczona
- No nie, co w tym dziwnego?
- Jesteś sportowcem, ładnym i całkiem miłym wilczkiem, dużo dziewczyn na takich leci - Wyjasnilam nie odwracajac wzroku
- Nie interesuja mnie tak zwane blachary - Zasmial się tylko
- Nie każda dziewczyna jest taka, jest wiele na prawdę miłych
- A Ty mialas chłopaka? - Przerwał mi nagle
- Owszem miałam, jednak nie jestem z tej znajomości dumna - Mruknelam
?
Od Maksa
- E tam. - machnęła lekko ręką.
Po krótkiej rozmowie wcisnęła się koło mnie, po czym głęboko westchnęła.
- A ty mnie lubisz? - spytała.
- No lubię, a co? - uśmiechnęła się lekko. - A ty mnie?
?
Od Taigi
- Może - Zachichotalam ponownie przechylajac butelkę - Szkoda że nie mam więcej - Westchnelam
- Raczej dobrze że nie masz więcej, jutro Ci głowa będzie pękać wiesz o tym? - Oparł swoją głowę o rękę i spojrzał na mnie
- Mnie nigdy nie boli głowa - Podniosłam się na palcach żeby być bliżej niego - Nawet ładny z Ciebie wilczek
- Oddaj lepiej to wino - Wyciągnął w moim kierunku rękę
- Nie oddam, to wręcz moje dziecko -Oburzylam się - I nie zmieniaj tematu ja mówiłam całkiem poważnie i nie wiem czemu się tak denerwujesz
- Przecież się nie denerwuje
- A miałeś już dziewczynę? Ładna była? - Usiadlam po turecku patrząc na niego
?
Od Maksa
- Przynieś mi. - przeciągnęła się leniwie. - W górnej szafce. - dodała.
Westchnąłem po czym ruszyłem w stronę kuchni, po chwili wróciłem z kieliszkiem i butelką. Tai postanowiła nie bawić się w kieliszki, piła prosto z butelki. Wepchnęła mi ją, wziąłem łyka po czym oddałem ją jej. Oparła nogi o moje kolana.
- Zamierzasz wypić całą? - spytałem.
?
Od Taigi
- Spójrz na to z tej strony lepiej żeby porwała Cię kobieta niż mężczyzna - Pokazałam mu język opadajac na kanapę - Nie mam ochoty na film
- A co chcesz? Może dam Ci jakiś koc i pójdziesz spać? - Spojrzał na mnie
- Nie chce spać, nie chce oglądać, Twoje pomysły są bleee
- Tylko nie wymiotuj - Zasmial się siadajac w moich nogach
- Nie jestem taka cienka - Przewrocilam się na brzuch - Ja chce się napić
- Nawet o tym nie myśl
- Jesteś dorosła wiem co robię i co chce robić - Burknelam
- Kobieto idz spać - Oparł się o kanapę
- Nieeee! Chce wino
?
Od Maksa
- Dooobranoooocccc! - wykrzyczała.
- Obiecuję ci, że kiedyś też się upiję i rozpierdzielimy świat, okey? - uśmiechnąłem się lekko, na co dziewczyna się zaśmiała. - Będziesz pamiętać?
- Tak, trzymam cię za słowo, wilczku. - uśmiechnęła się szeroko i zaczęła wymachiwać nogami.
Doszliśmy do domu dziewczyny, postawiłem ją tuż przed drzwiami, zaczęła otwierać drzwi. Chwilę jej to zajęło, wciągnęła mnie do środka.
- Czuję się porwany. - zaśmiałem się lekko.
?
Od Taigi
Odchylilam głowę przymykajac lekko oczy
- Pójdziesz do mnie co nie? - Dzgnelam go nagle
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł
- Jeśli nie pójdziesz to spadnie na ciebie klątwa złego kruka - Ponownie go dzgnelam marszczac brwi
- Brzmi strasznie - Westchnął
- Bo to jest straszna klątwa. Codziennie aż do końca życia będzie Cię przesladowac wielki! Straszny! Czarny! Kruk! - Krzyczalam
- Nie krzycz bo ludzie na nas dziwnie patrzą - Rozejrzalam się dookoła i rzeczywiście niektórzy się na nas gapili, ale oni są dziwni, nigdy nie zrozumiem ludzi
- Oni wszyscy są dziwni - Wyszeptalam - Ludzie są bardzo dziwni co nie? Robią to samo ale na innych się patrzą. Dziiiiiiiwaaaaaakiiiiiii!
?
Od Maksa
- Ale mi się nie chce spać... - jęknęła niezadowolona.
- Nikt ci nie każe spać, możesz oglądnąć jakiś film. - zaproponowałem.
- A obejrzysz go ze mną?
- Chyba raczej nie.
- Czemuuuu? - zrobiła smutną minkę. Objęła dłońmi moją szyję po czym stanęła. - Musisz mi zanieść, nóżki mnie bolą. - westchnęła.
Wywróciłem lekko oczami po czym chwyciłem ją na ręce i ponownie ruszyłem w stronę jej domu.
- Musisz ze mną oglądnąć ten film. - stwierdziła opierając głowę o moje ramię.
?
Od Taigi
- Wiedziałam, wiedziałam, wiedziałam - Krecilam się w kółko
- Pierwszy raz widzę Cię w takim wydaniu - Zatrzymał mnie i spojrzał z uśmiechem na co się zasmialam
- Bo na codzień muszę udawać poważna - Podniosłam palec do góry jakbym chciała ogłosić coś strasznie ważnego
- Dlaczego?
- Mój tata twierdzi że jako jego córka muszę być przy innych poważna... Gadka szmatka - Ponownie się zasmialam - Ja bym się jeszcze napila
- Na Ciebie czeka dom - Złapał mnie za rękę
- Nieeee, ja nie chce domu, ja chce pić, idziemy tam - Zaczęłam go ciągnąć jednak bez skutku
?
Od Maksa
- Wiedziałam. - zaśmiała się. Nagle stanęła przede mną, kładąc dłoń na moim torsie. - Nie puszczę cię, aż nie przyznasz mi racji. - stwierdziła patrząc na mnie z zadziornym uśmieszkiem.
Zaśmiałem się odchylając lekko głowę do tyłu. Następnie spojrzałem na nią z uśmiechem.
- No dobra, przyznaję. - westchnąłem tłumiąc śmiech.
?
Od Taigi
Spojrzalam na niego nieco zaskoczona jednak usmiechnelam się również delikatnie starając ukryć niewielkie rumieńce.
- Dzięki - Odezwalam się w końcu
- Trochę chłodno jest jak na taka bluzkę
- Wcześniej było ciepło - Wzruszylam ramionami z uśmiechem
- Wcześniej - Również się uśmiechnął
- Wiesz jesteś całkiem fajny jak na wilczka
- A Ty jak na ptaszka - Spojrzał w gwiazdy
- Pff zazdroscisz mi rozmiarów - Zasmialam się
- Chyba za dużo wypilas - Objął mnie ramieniem
- Po prostu przyznaj że mam rację
?
Od Maksa
Weszliśmy do klubu, od razu zamawiając kilkanaście piw. Zajęliśmy stolik a po chwili barmanka przyniosła nasze zamówienie. Podnieśliśmy szkła do góry i przybiliśmy za zwycięstwo. Niektórzy po trzecim piwie poszli zostać, została nas garstka. W końcu zostaliśmy sami.
- Chcesz się przejść? - zaproponowałem.
- Chętnie. - uśmiechnęła się lekko.
Wyszliśmy z klubu i weszliśmy do parku który był naprzeciwko klubu. Czując że zawiał zimny wiatr oddałem swoją bejsbolówkę Tai widząc że jest w samej cienkiej bluzeczce.
?
Od Taigi
Zaslonilam nos czując niemily zapach, serio ktoś potrafi być aż tak okrutny? Przecież każdy głupi by się zorientował że coś z tym nie tak
- A myślałam że każdy wyolbrzymia jak mówi o truciu zawodników - Usiadlam na ławce
- No niestety nie - Westchnął jeden z chłopaków - Dobra idę się przebrać
Pozostali również zniknęli gdzieś za drzwiami, rozmawialysmy jeszcze chwilę między sobą po czym wszyscy ruszyliśmy do baru.
- Jak na dawno nie piłem piwa
- Tylko się nie upij
- Dobrze
Chwila czego ja jestem właśnie świadkiem? Wydaje mi się czy moja koleżanka właśnie ustawia wilczka?
- Powiedz że to mi się śni - Jeknelam do Maksa
- No niestety ale to się dzieje na prawdę
- Jak ona to robi - Zasmialam się cicho pod nosem - Za chwilę będą same pary zobaczysz i wasze dziewczyny będą chciały nas zabić
?
Od Maksa
- Co robicie? - spytała jedna z dziewczyn. - Szkoda wody...
- To długa opowieść. - stwierdził Matt.
Wziąłem jedną z butelek, podszedłem do jakiegoś chłopaka który jadł kanapkę. Wziąłem od niego jedną. Stanąłem przed dziewczynami, położyłem kanapkę na ziemi i polałem ją wodą. Zaczęła bomblować i robiły się z nią strasznie dziwne, nienaturalne rzeczy.
- Tak nas tu niektórzy kochają. - uśmiechnąłem się sztucznie po czym wyrzuciłem butelkę.
?
Od Taigi
Dziewczyny zaczęły mi piszczec jak zauważyły że chłopacy biegają bez koszulek, gorzej z nimi niż z dziećmi. Kiedy nieco się uspokoily moglysmy spokojnie wejść na boisko, znaczy się ja szlam one biegly. Wtedy ktoś mnie zatrzymał
- Hej, widziałem Cię na trybunach - Był to... W sumie sama nie wiem kto
- Możliwe - Wzruszylam ramionami- A coś się stało?
- Teoretycznie nie, idziemy z kumplami do baru widziałem że jesteś z koleżankami może pojdziecie z nami? - Uśmiechnął się
- Taiga idziesz?! Chłopaki chcą wyjść! - Katrin darla się na całe gardło machajac do mnie
- Jak widzisz mam już plany, może innym razem - Minelam go idąc do pozostałych
- Daj mi chociaż numer!
- Wierzę w przeznaczenie - Zasmialam się dochodząc do pozostałych - To gdzie idziemy?
- Piwo? - Zaproponował jeden z nich- Oczywiście tylko trochę się ogarniemy
- Mi pasuje
?
Od Maksa
Usłyszeliśmy gwizdek, westchnąłem ponownie zakładając kask.
- Powodzenia. - posłała mi uśmiech.
- Dzięki. - odwzajemniłem gest.
Weszliśmy ponownie na boisko. Ostatnie przyłożenie i... wygraliśmy! Dopiero po chwili zdaliśmy sobie z tego sprawę, wszyscy mnie obskoczyli i zaczęli krzyczeć śmiejąc się. Ściągnęliśmy kaski, koszulki i ochraniacze. W planach mieliśmy zaprosić dziewczyny na piwo z okazji zwycięstwa.
?
Od Taigi
Jakoś dziwnie nie szło mu na tym meczu, kilka osób pomógło mu zejść z boiska, nie wyglądało to najlepiej. Ściągnął kask i siedział na ławce trzymając się za głowę. Od razu wstalam i zeszlam na dół. Jakoś przemknelam obok innych i usiadlam obok Maksa
- Ej wilczku a Tobie co? - Spojrzalam na niego podnosząc jedną brew
- Chwilowy spadek kondycji...
- A ja latać nie umiem - Burknelam
- Nie wziąłem tabletek, każdy hałas kojarzy mi się... - Tutaj westchnął trzymając się za głowę - Myślałem że sobie poradzę
- Oj wilczku... Nie możesz rzucić tego z dnia na dzień, trzeba stopniowo to odkładać, myślałam że wiesz takie rzeczy - przeczesalam włosy - Nie martw się... Grales całkiem dobrze
- Całkiem...
- Oj spokojnie - Poklepalam go po plecach - Jeśli to Cię jakoś pocieszy to dziewczyny i tak czekają tylko na to aż będziesz koniec i ściągnięcie koszulki - Usmiechnelam się lekko
?
Od Maksa

[...] Był remis, nie było nawet połowy meczu. Nagle usłyszałem wystrzał, zląkłem się przez co nie udało mi się złapać piłki. Starałem się jakoś naprawić sytuację, wykopałem piłkę jednak przeciwnik przycisnął mnie do ziemi.

?
Od Taigi
Dziewczyny od razu się zgodziły, nawet nie trzeba było ich długo na to namawiać.
- Taiga przyjdzie z nami prawda? - Nagle wszystkie spojrzenia skierowane były na mnie
- Nie wiem, zobaczę - Wzruszylam ramionami
- Będzie fajnie - Uśmiechnął się Maks
- Zobaczę - Powtórzyłam rowniez z lekkim uśmiechem. Chlopacy wyszli z budynku a my jeszcze trochę posiedzielismy wszyscy razem. Następne dni mijały spokojnie, dopiero w piątek dziewczyny zaczęły mnie atakować co do tego meczu, nawet kilka smsow dostałam. W końcu uleglam i zgodzilam się pójść. Ubrana byłam normalnie, bokserka na to bluza i spodnie. Musieli kogoś uprzedzić że będziemy bo wpuścili nas bez najmniejszych problemów
- Ale fajnie, ciekawie jak będą grać co nie? Może sciagna koszulki? - Zachichotala jedna z dziewczyn
- Widzę że jesteście tutaj dla jednego- Zasmilam się cicho
- Maks też ma niezłe ciało...
- Nie bawie się w związki poza tym on jest wilczkiem - Odwrocilam głowę - Ale może za kimś się obejrze- Dodalam co wywołało u nich śmiech
?
Od Maksa
- My musimy się zbierać. - powiedział Kev.
Zarzuciłem na siebie bluzę.
- Dlaczego? - spytała jedna z dziewczyn.
- Trening... - odpowiedziałem.
- Co trenujecie? - spytała.
- Football. - odpowiedział Matt z zalotnym uśmiechem. - Niedługo zawody... może przyjdziecie? - zaproponował.
?
Od Taigi
Zasmialam się widząc jego radość, następnie wzięłam kule i rzuciłam, ku mojemu zadowoleniu i nie małemu zaskoczeniu trafiłam w sam środek
- Brawo ja - Zasmialam się. Gra trwała jeszcze godzinę a może nawet i dwie, po czym wszyscy zadecydowalismy że pora coś zjeść
- Nie wiem jak wy ale ja mam ochotę na pizzę - Usmiechnelam się na sama myśl
- Nic nowego - Zasmiali się chłopcach na co jedynie pokazalam im język
?
Od Maksa
Zgodnie pomieszaliśmy składy, następnie 'kapitanowie' drużyn grali w kamień, papier, nożyce aby uzgodnić kto zaczyna. Wygraliśmy i tym samym zaczynaliśmy. Pierw rzucała Emma, potem Chris, ja i Tai. Rzuciłem a gdy okazało się że trafiłem wszystkie podskoczyłem obracając się.
- Boom! - uśmiechnąłem się
?
Od Taigi
- Nieźle poleciales - Zasmialam się -Głowa Cię nie boli?
- Nie... No moze trochę - Zasmial się podając mi rękę abym mogła wstać -Idziesz jeszcze raz?
- Też mi pytanie no jasne - Zasmialam się starając się ponownie wejść na samą górę. Chłopak szedł za mną co jakiś czas pomagając mi abym nie spadła. Dawno się tak nie bawilam, szczerze mogę powiedzieć że niczym dziecko.
- To musimy znaleźć resztę co nie? - Spojrzalam na niego zakładając swoje buty
- Powinni być przy wyjściu, Kev mówił że już powoli idą - Kiwnął głową a ja skinelam głową idąc za nim. Tak jak mówił wszyscy już czekali, więc spokojnie mogliśmy ruszyć na kregielnie. Na miejscu okazało się że można i coś zjeść więc nie musieliśmy już nigdzie chodzić
- To jak ptaki przeciwko nam? - Zaproponował jeden z nich
- Wilczki znowu chcą przegrać - Zażartowałam zmieniając obuwie i ściągając bluze
?
Od Maksa
- To na co teraz? - spytała Tai.
Kevin wskazał dłonią na olbrzymią dmuchaną zjeżdżalnię. Uśmiechnąłem się po czym skinąłem głową.

Od Taigi
- Nie rozumiem, skoro wywalili go z jego winy to nie powinien się czepiac zwłaszcza was - Spojrzałam na horyzont widoki stąd były całkiem ciekawe
- Nie są zbyt normalni - Westchnął - Od tamtego czasu często zdarzają się takie awantury
- Niektórzy są na prawdę dziwni - Spojrzalam na niego, po czym delikatnie się usmiechnelam
- Co? - Przekrecil głowę
- Śmiesznie się denerwujesz - Zalozylam na nos okulary przeciwsłoneczne - Bardzo śmiesznie
?
Od Maksa
- Czemu nie są w waszej grupie? - spytała gdy ruszyliśmy w górę. - Pomijając fakt że to debil. - dodała.
- Kiedyś była taka akcja... Caleb zagryzł jednego z nas... Eric wywalił go na zbity pysk a on teraz szuka zemsty na nas. - wyjaśniłem.
?
Od Taigi
A miało być spokojnie, ech idz gdzieś z wilczkami a na pewno będzie ciekawie. Przechylilam głowę patrząc jak najchętniej rzucili by się do swoich gardeł
- A wiecie co mam ochotę na diabelski młyn - Stanelam między chłopakami przodem do Maksa
- Ja tak samo - Moja koleżanka szybko podlapala temat
- No jeśli chcesz - Drugi wilczek delikatnie się uśmiechnął
- Maks? - Podnioslam jedną brew
- Słuchasz swojej dziewczyny? - Blondyn zakpil
- To jest prośba palancie i nie dziewczyna a koleżanka - Pokazalam mu środkowy palec - Idziesz czy nie? - Stanelam obok zakochanej parki czekając
?
Od Maksa
Po pewnym czasie wróciłem do siebie. [...] Zaczęliśmy naszą dzisiejszą i chyba ostatnią integrację od wesołego miasteczka. Początkowo chodziliśmy tylko w swoich grupach, później zaczęliśmy się mieszać. Staliśmy razem z Kevinem, Taigą i jej koleżanką w kolejce do dużej kolejki górskiej. Wydaje mi się że zbliżyli się ze sobą z Kevinem i to bardzo. Nagle przed nami stanęli jacyś dwaj kolesie wpychając się do kolejki, po chwili okazało się że to ten debil Cabel i jego kolega.
- Odpuść... - usłyszałem głos Kevina.
Nie posłuchałem go, wypchałem chłopaka z kolejki.
- Nie ładnie tak się wpychać. - warknąłem.
?
Od Taigi
- Nie wydaje Ci się to dziwne? - Zapytałam po chwili przechylajc szklankę z sokiem - Wcześniej też zawieralismy pokoje ale nigdy nie było aż tyle spotkań - Przechylilam delikatnie głowę
- Cóż może rzeczywiście jest tego trochę sporo... Najwyraźniej Eric polubił Twojego ojca - Wzruszył ramionami
- Przecież mogą się spotykać sami, nikt im nie zabroni - Zamyslilam się na chwilę patrząc przez okno
- Co masz na myśli?
- Jeszcze nie wiem - Wlozylam do ust kawałek ciastka - Ale pewnie jeśli mam rację to za trochę o wszystkim się dowiemy - Wzruszylam ramionami
- Według mnie chcą żebyśmy się lepiej poznali, przyzwyczaili się do siebie - Przerwał mi z uśmiechem
- Może i masz rację. Wesołe miasteczko brzmi nawet fajnie
?
Od Maksa
Dziewczyna po chwili przyszła z dwiema szklankami soku i ciastkami. Wziąłem łyk po czym rozejrzałem po mieszkaniu.
- Podobno mamy jechać gdzieś na kolejną integrację... - zacząłem.
- Gdzie?
- Chyba do wesołego miasteczka, na ściankę i kręgle a później coś zjeść. - odpowiedziałem po chwili namysłu.
?
Od Taigi
- Może chcesz wejść? Wysuszysz się trochę - Zaproponowalam otwierając drzwi
- No w sumie...
- Mam też dobra herbatę - Zasmialam się ściągając buty i bluzę.
- Nie chce Ci robić problemu
- Daj spokój - Przewrocilam oczami- I oddaj swoją bluzę powiesze ją - Po chwili oddał swoje ubranie i usiadł w kuchni - Poczekaj na mnie, ogarne się na szybko
- Okej - Uśmiechnął się a ja poszłam na górę po świeże i co najważniejsze suche ubrania
- Wolisz kawę czy herbatę? - Zawolalam schodząc po schodach
- Herbatę
- Ogólnie to mam jeszcze sok - Otwarlam szafke kierując na niego wzrok
?
Od Maksa
Gdy byliśmy praktycznie pod jej domem przestało padać, ściągnąłem przemoczoną bluzę zostając w miarę suchym t-shircie.
- To tu. - powiedziała stając przed domem.
- A... w porządku, więc do zobaczenia. - uśmiechnąłem się lekko.
?
Od Taigi
- To gdzie mieszkasz? - Zapytał idąc obok mnie
- Kawałek drogi - Wzruszylam ramionami
- To nie mieszkasz już z ojcem?
- Nie, od roku jestem na swoim, ojciec i tak częściej jest w siedzibie oboje zdecydowaliśmy że tak będzie lepiej - Wlozylam ręce do przemoczonej bluzy
- Rozumiem - Skinal głową
- A i nie zgadzaj się - Zasmialam się
- Ale na co?
- Nasza parka chce się spotkać Katrin już chyba z 5 razy do mnie pisała że mam iść z nią na to spotkanie i że on też kogoś weźmie więc uważaj - Mrugnelam
?
Od Maksa
- Odprowadzić cię? - spytałem.
- Jak chcesz. - uśmiechnęła się lekko.
- To chodź. - odwzajemniłem gest.
Wyszliśmy z boiska i ruszyliśmy w stronę domu dziewczyny.
?
Od Taigi
Stał za mną tłumacząc mi dokładnie jak powinno się rzucać, tym razem piłka idealnie wpadła do kosza
- Wyszło - Usmiechnelam się lekko - Długo grasz?
- Już jakiś czas - Otarł swoją twarz
- Nigdy nie wychodził mi kosz - Też otarlam swoją twarz z kropli deszczu.
- To w co grasz? - Spojrzał na mnie
- Zazwyczaj z dziewczynami gramy w siatkę, chyba zbiera się na burzę - Spojrzalam w niebo
- Chyba się nie boisz kilku piorunow?- Usmiechnal się
- Powiedzmy że za nimi nie przepadam - Odwzajemnilam uśmiech
?
Od Maksa
- Ugnij lekko kolana, trzymaj ją lekko. - powiedziałem 'ustawiając' jej dłonie swoimi na piłce. Położyłem swoje dłonie na jej, po czym razem z nią rzuciłem do kosza.
?
Od Taigi
Niebo, drzewa, wiatr i ja. Nie można sobie wymarzyc lepszego dnia, nigdy nie potrzebowalam wiele, zresztą czasami mam nawet wrażenie że jakbym się urodziła chłopakiem to nie byłabym wielce zła. Moje jakże głębokie przemyślenia przerwała mi kropla deszczu na dziobie, nie było czasu na szukanie kryjówki więc wyladowalam w parku gdzie zmieniłam się w człowieka, świetnie byłam już nieźle przemoknieta a do domu miałam kawałek drogi. Z kapturem na głowie w miarę szybkim krokiem wyszłam z parku i ruszyłem obok boiska gdzie zauważyłam że ktoś gra w kosza... Ludzie kto jest na tyle niepowazny żeby teraz grać... Och... Maks... Coś mnie zatrzymało i kazało wejść na boisko
- Nie masz co robić w deszczu? - Zapytałam jedynie łapiąc piłkę która upadła obok mnie
- W deszczu ponoć lepiej się myśli, a Ty co tutaj robisz?
- Mokre skrzydła nie są zbyt dobre do latania - Wzruszylam ramionami i rzucilam w stronę kosza ale nie trafiłam - A do domu mam kawałek drogi więc już bardziej nie zmokne - Usmiechnelam się lekko
?
czwartek, 31 marca 2016
Od Maksa
?
Od Taigi
- Jeszcze się nie załamuje - Uśmiechnął się delikatnie
- I nawet nie próbuj bo Ci będę stukać dziobem w łeb - Zagroziłam z uśmiechem
- Brzmi strasznie
- Tak miało brzmieć. Będę musiała iść, nie chce żeby się martwił, pewnie jeszcze się spotkamy, więc do zobaczenia - Otwarłam drzwi
- Dzięki, za rozmowę - Uśmiechnął się delikatnie
- Nie ma sprawy, w razie czego wiesz gdzie mieszkam
?
Od Maksa
- Mi się chyba nie da pomóc. - wzruszyłem lekko ramionami. - Ale miło z twojej strony, to... dużo dla mnie znaczy. - stwierdziłem.
- Na pewno jest jakiś sposób. - nie odpuszczała. - Zawsze jest. - dodała dość pewnie.
Wzruszyłem lekko ramionami po czym westchnąłem. Wiem, że to straszne usłyszeć że dla ktoś kogo kochałeś nigdy nie byłeś nikim ważnym...
?
Od Taigi
- Przykro mi, nie sądziłam, że mogłeś mieć aż tak źle... Pytałeś co z moją mamą, ona od nas odeszła. Zaraz po tym jak objawiły się moje moce, po prostu nas zostawiła, ojciec nie chciał mi na początku powiedzieć o co chodzi, później sama się dowiedziałam, że znalazła innego faceta, zaszła w nim ciążę i po prostu uciekła. Chciałam się z nią skontaktować, ale uznała, że nigdy nie traktowała mnie jak swoje dziecko i że tak będzie lepiej. Też się zmieniała, też w kruka - Mówiłam wciąż trzymając twarz w jego koszuli - Nie bierz tabletek
- One pomagają - Dopiero teraz poczułam rękę na swoich plecach
- Ale od nich możesz się też uzależnić - Zauważyłam delikatnie podnosząc wzrok - Ja... Mogę Ci jakoś pomóc
?
Od Maksa
- No więc właśnie... - odpowiedziała bardzo spokojnym tonem.
Westchnąłem, obróciłem się przodem do niej i oparłem o drzwi. Przez chwilę się wahałem, jednak zacząłem mówić.
- Moja mama zginęła przy porodzie, ojciec nienawidził mnie za to, twierdził że to moja wina. Popadł w alkoholizm, przestał nad sobą panować. Zaczął znęcać się psychicznie i fizycznie nade mną, nikomu o tym nie mówiłem, siniaki ukrywałem jak tylko mogłem tylko dlatego, że panicznie bałem się domu dziecka, tego, co mnie tam czeka. Im stawałem się straszy, tym moja psychika była w coraz gorszym stanie. Gdy miałem 10 lat jego ojciec zabrał mnie na spacer, bałem się mu odmówić. Poszliśmy na most, skończył wykrzykując jak bardzo mnie nienawidzi. Zostałem zupełnie sam. Moją siostrą zajęli się dziadkowie, mnie nie chcieli, każdy uważał że to przeze mnie niego zginęła ich kochana córka, moja mama. Nie miałem normalnej rodziny, jednak starałem się nie użalać nad swoim losem. Zarabiałem pieniądze roznosząc gazetki, wyprowadzając psy sąsiadów, właściwie tylko dzięki temu przeżyłem. Gdy byłem starszy zaczęły się problemy, zaczął brać udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, początkowo dla pieniędzy później stało się to moją pasją. Policja zaczęła się mną interesować a jako że nie byłem pełnoletni, musiał coś zrobić żeby nie trafić do domu dziecka. Wykorzystałem to, że wyglądałem na pełnoletniego. Dzięki fałszywemu dokumentowi zaciągnąłem się do wojska, do piechoty morskiej. Nie było jednak kolorowo, po jednym z ataków wroga na bazę został ranny, miałem po tym napady lękowe, czasami nie mogłem opanować agresji. Musiałem chodzić do psychologa i przyjmować specjalnie tabletki, nadal je czasami biorę... miałem spore oszczędności dlatego wyjechał z kraju i chciałem zaczął nowe życie, ale to cały czas wraca... - zmrużyłem oczy nie dając wypłynąć łzą, nie chcąc okazać słabości.
?
Od Taigi
- Powiedz o co chodzi - Nalegałam, pomimo iż nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Cały czas milczał, wlepiając wzrok w szybę - Chodzi o Twoich rodziców, tak?
Na te słowa zacisnął dłoń w pięść, jednak dalej milczał, a jego wzrok ani na chwilę nie drgnął
- To nie jest teraz ważne i tak za dużo powiedziałem - Odezwał się w końcu czując najwyraźniej, że nie daję za wygraną
- To jest ważne, skoro mamy sobie ufać, w sprawach grupy to chyba i w takich stosunkach powinniśmy mieć do siebie jakieś zaufanie czyż nie?
?
Od Maksa
- Ty nic nie rozumiesz. - spojrzałem za okno.
Drzwi się zamknęły, myślałem że wysiadła, jednak tego nie zrobiła. Usiadła za to wygodnie, spojrzałem na nią ukradkiem.
- Skoro nie rozumiem, słucham.
- To ja się podjąłem tego zadania, żeby pójść ich szpiegować. Planowali zamach na naszą bazę, biegłem ale i tak nie zdążyłem. Wszedłem do tego namiotu i sekundy później wybuchł... była tam większość naszego wojska, prawie wszyscy zginęli i to przeze mnie bo nie zdążyłem. Woja to jedno, a nie podołać zadaniu to drugie. Znowu ktoś przeze mnie zginął... - wsadziłem dłoń we włosy.
- Znowu? - przechyliła lekko głowę.
- Późno już. - westchnąłem.
Chyba dzisiaj bez tej pieprzonej tabletki się nie obejdę... z resztą jak ostatnio często.
?
Od Taigi
- Taiga...
- Wujek doskonale wiedział na co się pisze od samego początku, sam nam o tym mówił, a Ty oskarżasz jego o śmierć Twojego brata, to nienormalne, przecież nie złapał za broń i nie strzelił w jego kierunku czyż nie? - Patrzyłam na nich z powagą
- Ale... Może trochę przesadziłem - Westchnął
- To normalna reakcja - Mężczyzna uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Otarłam usta o chusteczkę i wyszłam na dwór, na szczęście samochód chłopaka jeszcze tam stał. Bez pukania otwarłam drzwi od strony pasażera i usiadłam obok niego
- Przepraszam za ojca, jest przewrażliwiony na tym punkcie - Zaczęłam kierując swój wzrok na niego
- Nie... To nic.... - Nawet na mnie nie spojrzał, głowę dalej miał na kierownicy, przez co zmarszczyłam nieco brwi
- Co jest?
- N-Nic...
- Przecież nikomu nie powiem
- To moja wina - Przerwał mi cicho
- Nie rozumiem - Złapałam za jego rękę zmuszając tym samym, aby na mnie spojrzał
- To ja nie zdążyłem ich powiadomić, to była moja wina... - Wbił wzrok w siedzenie, a ja dopiero teraz to wszystko zrozumiałam
- To nie jest Twoja wina, była wojna - Złapałam za klamkę - Nie zadręczaj się, nie jesteś niczemu winny i nie martw się, nie powiem ojcu
?
Od Maksa
- Ładnie wyglądasz. - uśmiechnąłem się lekko.
- Dzięki... - odwzajemniła gest.
[...] Po pewnym czasie skończyliśmy jeść, tata dziewczyny uważnie mi się przyglądał a ja się zastanawiałem dlaczego. Opowiadał o swoim bracie, pokazał nam nawet jego zdjęcie, gdy spojrzałem na nie, zrobiłem duże oczy. Znam go... znaczy, mniej więcej. Był ze mną w Afganistanie...
- Zginął właściwie przez jakiegoś gówniarza... nie zdążył poinformować o ataku na ich bazę... - gdy to powiedział, zaksztusiłem się colą. Szybko chrząknąłem odkładając szklankę na miejsce.
Nagle ojciec dziewczyny uderzył pięścią w stół, lekko podskoczyłem.
- To ty! Nie ma bata... - zaczął, a ja czułem jak serce mi przyśpieszyło. - Ostatnio oglądałem taki film dokumentalny... - powiedział wstając.
Chwycił laptopa i podłączył go pod telewizor i zawołał nas do siebie. Puścił dane momenty jak czekamy na rozkaz, jak uciekamy z domku który po chwili wybuchnął, no i jak wynosili rannych z tego namiotu... tutaj mnie nie uchwyciło.
- Masz szczęście dzieciaku że nie było cię w tym namiocie... gdyby nie ten dzieciak, teraz pewnie by siedział tu z nami. - spuścił wzrok.
Przejechałem dłonią po policzku patrząc na zatrzymany moment. Zrobiło mi się gorąco, a serce chciało mi wyskoczyć z klatki.
- Ja muszę iść... dziękuję za kolację. Eric weźmiesz taksówkę, nie? - nie czekając na odpowiedź wyszedłem z domu.
Wsiadłem do samochodu i oparłem głowę o kierownicę. Gdyby on wiedział że to ja, że to ja nie zdążyłem ich poinformować... przecież by mnie znienawidził! Z pokoju byłyby nici, a tym samym Eric też by mnie nienawidził i wyrzucił z paczki.
?
Od Taigi
Od Maksa
Wsiadłem w samochód, podjechałem po Erica a później pojechaliśmy prosto do Taigi i jego taty. Eric nie mógł przestać gadać jak bardzo cieszy się z tego sojuszu i nowego przyjaciela.
?
Od Taigi
- Maks, Eric - Zaczął mój ojciec stojąc obok mnie - Chciałbym zaprosić do mojego domu, na kolację, zjemy we czwórkę, porozmawiamy - Objął mnie ramieniem, spojrzałam na niego zaskoczona. Dla mnie ma mało czasu, a tutaj chce zjeść kolację we czwórkę?
- Bardzo chętnie! - Mężczyzna wyprzedził Maksa z uśmiechem - Na pewno przyjdziemy
- Bardzo nam miło
- Tak - Przytaknęłam jedynie wciąż nieco zaskoczona. Czyli teraz na pewno mnie nie wpuści jeśli nie będę mieć sukienki
?
Od Maksa
- Ale ty też mi kiedyś opowiesz? - spytała, spojrzałem na nią pytająco. - No wiesz, o twoich rodzicach, przeszłości...
- Jasne... - skinąłem głową, spoglądając w jej urokliwe oczy.
?
Od Taigi
- Ogólnie myślałem, że będzie gorzej - Zaczął
- Też tak na początku myślałam - Wyznałam - Nawet Ty nie jesteś taki zły - Zaśmiałam się cicho
- No dzięki wiesz Odwzajemnił mój gest
- Ależ proszę
?
Od Maksa
- Zatańczysz? - uśmiechnąłem się ciepło wyciągając w jej stronę rękę.
?
Od Taigi
- W sumie coś w tym może być - Również się zaśmiał
- Najgorzej jak byliśmy z ojcem na mieście, zatrzymaliśmy się na lodach i nagle w kawiarni zmieniłam się w kruka. Wyobraź sobie taką sytuację, jak kruk liże lody - Oboje cicho się zaśmialiśmy
- Nie wspomniałaś jeszcze o swojej mamie - Spojrzał na mnie, a ja odwróciłam wzrok nieco zmieszana
- Wiesz... Może kiedyś Ci powiem, okej?
?
Od Maksa
- Było ci ciężko? - spytała.
- Dość. Zwłaszcza na początku, jak nie kontrolowałem do końca przemian. - skinąłem głową. - A tobie było ciężko? - spytałem.
?
Od Taigi
- A ja im chciałam dać dwa tygodnie - Ponownie zajęłam się jedzeniem papryki - Ile miałeś lat? - Zapytałam nagle
- Jak co? - Przestał na chwilę rysować
- Jak pierwszy raz się przemieniłeś - Wyjaśniłam
- Czy to ważne? - Wzruszył ramionami
- Podobno wiek ma jakieś znacznie - Zauważyłam - Ja dosyć długo czekałam, miałam chyba 11 lat, prawie każdy mówił mojemu ojcu, że się nie przemienię, ale niestety stałam się zaczepnym krukiem - Odwróciłam się w jego stronę z papryką bacznie obserwując - A więc kiedy?
?
Od Maksa
- Nie, ale też wziąłem. - uśmiechnąłem się lekko podając jej pudełeczko.
Dziewczyna z uśmiechem wzięła je ode mnie, usiadłem ponownie koło niej chwytając patyczek. Nagle dziewczyna szturchnęła mnie ramieniem, a ta wskazała na naszych przyjaciół, tańczyli przytulanego.
- Kto by pomyślał. - uniosłem lekko lewy kącik ust.
?
Od Taigi
- Nawet się nie ruszyłeś a już się zmęczyłeś? - Usiadłam obok z papryką w ustach
- Nie mam ochoty na zabawę
- Myślałam, że wilczki zawsze mają w sobie energię - Uśmiechnęłam się jedynie nachylając i patrząc na to co rysuje - Nawet fajnie rysujesz w piachu
- Czasami szkicuje - Spojrzał na mnie, delikatnie unosząc prawy kącik ust
- No proszę - Przechyliłam nieco głowę - Twój kolega - Wskazałam papryką na chłopaka, który tańczył z Katrin - Albo chce ją rozweselić, albo mu się podoba
- Możliwe, że to drugie
- Co nie? - Zaśmiałam się - Też na to stawiam, ale to fajnie, może w końcu się przełamię - Zjadłam do końca paprykę, gdy chciałam sięgnąć po kolejną, zrobiłam niezadowoloną minę, gdyż zauważyłam, że pojemniczek jest pusty - Jest gdzieś tutaj sklep?
?
Od Maksa
- Jestem Maks, mam 19 lat. Zmieniam się w wilka, oczy zmieniając mi się na czerwono albo bursztynowe, zależy od przypływu emocji, nie umiem jeszcze do końca tego kontrolować. Interesuję się samochodami, motorami, sztukami walki, sportem i bregdensem. Poza tym muzyka, wspinaczka, gotowanie. - powiedziałem omijając wszystko czego powiedzieć nie chciałem.
W końcu przyszła kolej na Erica, strasznie się rozgadał.
- A, no i Maks nie jest moim bratankiem. - dodał. - Ale jest mi dość bliski, byłem dobrym przyjacielem jego rodziców, którzy niest... - powiedział jednak spiorunowałem go wzrokiem, zrozumiał o co chodzi. - No mniejsza. - uśmiechnął się lekko.
Po pewnym czasie włączyli muzykę i zaczęli tańczyć, siedziałem praktycznie sam grzebiąc patyczkiem w ziemi.
?
Od Taigi
- Skoro jesteś taka chętna to proszę - Ten sam chłopak co wcześniej wskazał na mnie ręką
- Okej, a więc jestem Taiga, większość mówi do mnie Tai, mam 19 lat, ten tam to mój ojciec. Nie miałam jeszcze żadnej operacji, zmieniam się w kruka... Nie umiem gotować, ale umiem się bić, interesuje się książkami, muzyką, sportem i gwiazdami. Tyle chyba wystarczy - Przechyliłam głowę z uśmiechem. Kilka osób również powiedziało kilka zdań o sobie, po czym przyszedł czas na Maksa, który był jakoś sceptycznie do tego nastawiony
- Może dam szansę innym - Mruknął
- Nikt nie mówi, że masz powiedzieć całą historię swojego życia - Przysunęłam się nieco, tak aby tylko on mnie słyszał - Wystarczy kilka ogólników - Dodałam z uśmiechem
?
Od Maksa
- Nie jestem pedofilem jeśli o to chodzi. - powiedziałem dzięki czemu się zaśmiała.
- A może to ty jesteś tym mężczyzną sprzed operacji? - odezwał się Matt.
Dziewczyna z uśmiechem pokręciła głową.
- Dobra, to teraz opowiedzmy coś o sobie, bo nie wiem jak wy, ale ja bym chciał wiedzieć więcej o naszych nowych przyjaciołach. - uśmiechnął się Kevin do dziewczyny, której wcześniej opluł patyk.
- Dobry pomysł. - Eric uśmiechnął się szeroko.
- To ja przyniosę więcej patyków... - westchnąłem i powoli wstałem.
?
Od Taigi
- Świetny głos małej dziewczynki - Wyszeptałam do niego ze śmiechem, nagle ktoś wypowiedział moje imię
- Wiem - Powiedział dumnie
- Że ja? - Przechyliłam lekko głowę - Mam coś, ale to jest zbyt okrutne - Uśmiechnęłam się - A więc tak, pewnego dnia w klubie nocnym pewien mężczyzna zauważył dziewczynę. Kobieta idealna, wszystko na swoim miejscu, piękniejszej na oczy nie widział, wymiana spojrzeń, uśmiechów, aż w końcu do niej zagadał. Nie trzeba było czekać aby zaprosiła go do siebie. Po upojnej nocy, nasz przyjaciel zauważa zdjęcie mężczyzny na szafce obok. Zaskoczony bierze ramkę do ręki pytając kto to jest, dziewczyna z wielkim uśmiechem, przytulając się do niego, szepcze.... "To ja przed operacją"
Praktycznie wszyscy zaczęli się śmiać
- Ej, ale nie chciałbym tak - Odezwał się jeden z wilczków
- Dziecko, za dużo czasu spędzasz z wojownikami - Jęknął mój ojciec, jednak widziałam, że się uśmiecha
- Przecież jest strasznie - Spojrzałam na Maksa - W końcu nigdy nie można mieć pewności czy ktoś rzeczywiście jest tym za kogo się podaje
?
Od Maksa
Wstałem i podszedłem do swojego samochodu, z bagażnika wyciągnąłem pudełka z wcześniej przygotowanym mięsem.
- Tam przypadkiem nie napluliście? - spytała ta sama dziewczyna.
Wywróciłem oczami i wróciłem na swoje miejsce.
- Nie plujemy do jedzenia. - Eric zmarszczył lekko brwi po czym wrócił do poprzedniego zajęcia.
Po jakiejś godzinie część jedzenia była gotowa, zaczęliśmy jeść i zaczęła się tradycja z historyjkami. Obawiałem się, że potem każą opowiedzieć każdemu swoją historię, tak to już bywało. Nadeszła kolej na mnie.
- Szósty miesiąc, szóstego dnia, jakoś chwilę po szóstej Zobaczył ją jak stała w brudnej, rozciągniętej bluzce Uśmiech miał jak rekin i puste oczy lalki Zrobił jeszcze rundę wokół, po czym podjechał na parking Znał wszystkie zakamarki w obrębie głównych przecznic Miał niecodzienne hobby - lubił zabawy z dziećmi Miasto to śmietnik, ludzie topią się w śmieciach Nikt nie zwróci uwagi, że zniknął bezdomny dzieciak
"Cześć" - powiedział do niej swym oślizgłym głosem Nie mogła mieć więcej niż jedenaście wiosen "Co się dzieje dziecko?" - ukucnął i zagadał "Gdzie jest mama i tata, czemu stoisz tutaj sama? Deszcz pada coraz bardziej, mieszkam nieopodal Nie możesz tutaj zostać przecież jesteś bardzo młoda! Schowaj się w moim aucie, jesteś blada jak trup Możesz przecież dostać nawet zapalenia płuc!" Znów mu się udało, kolejna z wielu ofiar Pedofil, sadysta, przed niczym się nie cofał Umiał dobierać słowa, stworzyć iluzję opieki Taki psycholog-amator ze słabością do dzieci
"Wygodnie ci się siedzi? Chodź, pojedziemy do mnie Odwiozę cię z powrotem, przysięgam, że nie zapomnę!"
Dzieci są bezbronne, ciągle z tego korzystał Zwabił dziewczynkę do auta i ruszyli na piskach Ciekła mu ślina z pyska, lekko ją pogłaskał
"Nie bój się maleńka, mieszkam kawałek od miasta"
Już prawie zaczął mlaskać, mało brakowało Kiedy zmieniając biegi otarł się o jej kolano Stanął pod domem, chatę miał nie małą Nikt tu nie usłyszy krzyku, sąsiedzi nie przeszkadzają
"Chodź zrobię ci kakao" - mówił z fałszywym uśmieszkiem A w jego zepsutym sercu wrzało wszystko co grzeszne. Dość tych podchodów - wchodzi główne danie. Podszedł do niej od tyłu i mocno chwycił za ramię. Ale chwila co jest grane? Wygięła jego palec A on runął na ziemię całym swoim ciężarem Przejebane, kość przebiła skórę Nie mógł uwierzyć w złamanie, patrzył na rękę jak dureń
"Jak się z tym czujesz?" - Zapytała go jakby Przez jej struny głosowe przemawiały wszystkie diabły Nagły przypływ bólu szybko w panikę się zmienił Ślizgając się po posadzce próbował wstać z ziemi "Nie myśl, że uciekniesz, zabawę mamy świetną" Oczy małej dziewczynki płonęły niczym piekło "To nie jest zwykłe dziecko!" znów chciał się podnieść Z wrażenia na jej widok opróżnił pęcherz w spodnie Zaczął skomleć i się modlić
"Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami! Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie Ario"
Zdarł sobie gardło, krzyczał kilkanaście godzin Kiedy łamała mu nogi, patrzył w jej czerwone oczy Nawet próbował się bronić, wyciągnął z kurtki kastet Ona śmiejąc się do łez zgniotła mu pięść na miazgę "Ty błaźnie żałosny bawi mnie twój opór" Jej małe pięści rozstrzaskały mu twarz jak obuch Opluł się krwią, ciągle wołając pomocy A ciało dziewczynki weszło w stan dziwnej metamorfozy Oczy płonęły nadal, lecz nagle światło zgasło I tylko księżyc słabo oświetlał pokój spod zasłon Coś padło na podłogę, coś przewracało krzesła Coś wiło się na ziemi i nie potrafiło przestać Nagle cisza "Może odeszła i już jej nie ma?"
Słyszał tylko swój oddech i przedwojenny zegar Zaczął grzebać w kieszeniach zdrową ręką panicznie Aż znalazł i odpalił ozdabianą zapalniczkę
"To niemożliwe!" rzucił widząc oświetloną strzygę Niezgrabny twór, coś na wzór Beksiński plus Giger Patrzyła na niego chciwie wywijając ogonem A pedofil czuł, że powoli zbliża się koniec Położyła na nim dłonie, białe, pokrzywione palce Obwąchała go całego siadając na jego klatce Odpuścił sobie walkę, kiedy otworzyła paszczę I posapując zatopiła zęby w jego czaszce Nieznacznie jęknął, szczęka mu opadła Miał wzrok jak krowa próbująca wyjść z bagna Krwawa masakra to było okropne Policja zamiast worka na zwłoki przyniosła zmiotkę. - opowiedziałem to, co opowiadała mi kiedyś siostra gdy potajemnie spotykaliśmy się na mieście, co wypowiedź starałem się zmieniać głos aby dodać lepszego efektu.
?
Od Taigi
- Dobrze, a co u Ciebie ptaszku? - Przewrócił oczami
- U mnie świetnie - Niestety nie zdążyłam dokończyć zdania gdyż usłyszałam krzyk koleżanki. Od początku nie chciała przychodzić, jednak można wręcz powiedzieć, że została do tego zmuszona.
- Nie będę obok niego siedzieć, zachowuje się jak zwykły pies! - Obrażona wstała i poszła do samochodu, nikt za nią nie ruszył, co najwyraźniej zaskoczyło naszych nowych przyjaciół
- Nie idziecie za nią? - Zapytał po chwili ciszy
- Rozmawiałam już z nią, po prostu was nie lubi - Wzruszyłam ramionami
- Przecież nikt jej nic nie zrobił
- Kiedyś jakiś wilk zabił jej chłopaka, był lisem, wiem, że wyszedł poza swoje tereny, nie wiadomo czy zrobili to specjalnie, czy nie wyczuli że jest to zmiennokształtny, ale od tamtej pory no cóż, można powiedzieć że trzyma pewną odrazę, jednak nie dziwie jej się, pomimo iż minęło już chyba 4 lata - Wyjaśniłam zaczynając chrupiąc paprykę - Chcesz?
- Nie dzięki - Pokiwał głową
- Przejdzie jej, jeśli o to chodzi - Tak jak mówiłam po kilku minutach wróciła, siadając pomiędzy naszych i nawet nie patrząc na innych
?
Od Maksa
Wróciłem do reszty, siedzieli w kryjówce i grali w grę, przyłączyłem się. [...] Kilka dni później Eric zorganizował ognisko abyśmy się dokładnie poznali. To mi wyglądało na coś więcej niż tylko sojusz, może planują coś jeszcze? W domu przygotowałem jedzenie, głównie kiełbaski, szaszłyki, boczek i inne ale i również coś zdrowszego, sałatki. Skąd mogłem wiedzieć czy ktoś nie jest wege? Wziąłem prysznic, założyłem dresy, koszulkę i bezrękawnik.
Wszystko spakowałem do swojego auta i pojechałem na miejsce. Było tam już kilku naszych, ale i kilku ich. Zaparkowałem koło innych, zmieniłem się w wilka i pomogłem znosić patyki.
- O fuuj! - usłyszałem nagle. Była to dziewczyna - ptak (Tak je nazywałem). - Moglibyście to mniej ślinić? - spytała z wyrzutem.
Kevin uśmiechnął się i napluł na dany kijek szczerząc zęby, szturchnąłem go lekko łapą. Zaczęło się ściemniać, przyjechała również Taiga, jej ojciec i reszta. Usiadłem na starej kłodzie, a zaraz koło mnie usiadła Taiga uśmiechając się lekko, odwzajemniłem gest i spojrzałem w ogień a następnie na Erica witającego się z ojcem dziewczyny.
? Nie kończ jeszcze i nie idź spać xd
Od Taigi
- Zadajesz za dużo pytań - Westchnął znowu się ode mnie odwracając. Ale on uparty, ale przynajmniej jest nieco zabawniej. Zmieniłam się w kruka i podleciałam do niego zabierając mu okulary i siadając na gałęzi gdzie zmieniłam się w człowieka, a moja zdobycz znalazła się na mojej głowie - Oddawaj!
- Ej masz inny kolor oczu - Zauważyłam marszcząc nieco brwi
- Wydaje Ci się, a teraz złaź i oddaj moje okulary!
- Nie i nie, coś Ty taki uparty, jakbyś powiedział to byłoby Ci lżej wiesz - Westchnęłam
- Po co ja w ogóle z Tobą gadam - Jęknął
- Słyszałam to.- Spojrzałam w niebo, gdzie zauważyłam sokoła, zeskoczyłam z drzewa, a okulary założyłam mu na nos uśmiechając się przy tym - Jeszcze mi powiesz o co chodzi - Zanim zdążył się odezwać odbiłam się o głaz i zmieniłam w kruka lecąc za ptakiem
?
Od Maksa
- To jak, wilczusiu, jesteś taki wolny?
- Nie jestem wolny, nie moja wina że ten debil psuje wszystko. - wywróciłem oczami a następnie poprawiłem okulary.
?
Od Taigi
- Kiepsko, trzeba będzie poprawić Twój czas - Uśmiechnął się na co przewróciłam oczami będąc wciąż w postaci kruka. Co dziwne, nawet Ci najwolniejsi od nas byli szybciej niż wilki. Dopiero, gdy zaczęli dobiegać dowiedzieliśmy się, że ktoś ich zaczepił. Cóż nie są oni jedynymi wilkami w tym mieście, nie wiem dlaczego nie stworzyli jedności, ale nigdy nawet o to nie zapytałam. Bez słowa wzniosłam się w powietrze. Lecąc nad lasem, nie ciężko było znaleźć czarnego wilka leżącego nad jeziorem. Wylądowałam na nim i dziobnęłam w głowę. Najpierw warknął, za drugim razem chciał mnie trącić łapą, ale odleciałam, siadając na skale i zmieniając się w człowieka
- Jesteś aż taki wolny, czy specjalnie uciekłeś? - Zapytałam z uśmiechem. Odwrócił łeb zamykając oczy - No weź z wilkiem gadać nie umiem
Dopiero po chwili zmienił się w człowieka
- Co chcesz?
- Muszę coś chcieć, żeby zaczepiać bezbronnego wilczka
- Nie wilczka - Burknął
- Wiiilczek - Zachichotałam - To co, serio jesteś taki wolny?
?
Od Maksa
- O co ci do cholery chodzi? Zawsze musisz wszystko psuć? - warknąłem.
- Muszę, Maksiuuu nie denerwuj się tak bo ci się oczka czerwone zrobią a wtedy to ładnie nie wyglądasz. - uśmiechnął się.
Czułem, jak moje oczy rzeczywiście zaczynają się zmieniać, na szczęście jedynie na bursztynowy.
Chłopaki szybko mnie od niego odciągnęli i przepędzili tamtych dwóch, wyrwałem się im. Spojrzałem na wszystkich po kolei, zakryłem oczy dłonią zmieniłem się w wilka i pobiegłem przed siebie. Musiałem ochłonąć żeby na nikogo bez potrzeby nie fukać...
? PS: Nie robił tej miny, jest straszna XD
Od Taigi
- A może tak mały wyścig? - Zaproponował jeden z chłopaków podchodząc bliżej nas
- Za stary na to jestem - Zaśmiał się mężczyzna
- Cóż zgadzam się - Mój ojciec również się zaśmiał
- Ale my aż tacy starzy nie jesteśmy - Uśmiechnęłam się - Jestem za wyścigiem, nigdy nie goniły mnie wilki więc może być ciekawie
- To raczej Ty będziesz gonić nas
- Tylko bez sztuczek - Mężczyźni usiedli na ławce nieopodal - Więc jedno kółeczko, meta jest przy nas
- No niech będzie - Maks zmienił się w czarnego wilka, zaraz po nim zmieniłam się w kruka, i usiadłam na murku czekając na sygnał do startu
?
Od Maksa
Schody były zrobione z drewna, kręcone i strome. Oprowadziłem dziewczynę po całej siedzibie, następnie zeszliśmy na dół, nikogo nie było. Słychać było jedynie rozmowę ojca dziewczyny i Erica. Wyszliśmy na zewnątrz, kilku zmieniło się w wilki a pozostali rzucali im piłki, taka nasza zabawa.
- Oprowadziłeś ją? - usłyszałem nagle za sobą głos Erica, skinąłem lekko głową. - To co, może jakiś spacer, cokolwiek żebyśmy mogli się zintegrować? - zaproponował.
?
Od Taigi
- No sukienki na takie coś nie założę - Ruszyłam obok ojca, szli z nami również inni ważniejsi z naszej grupy. Weszliśmy do środka, gdzie było jeszcze czuć środki do czyszczenia, a więc niedawno sprzątali. Spojrzałam na chłopaków, którzy stali pod ścianą, w jednym rozpoznałam tego, którego dzisiaj rano zaczepiłam, a więc jest wilkołakiem, cóż słyszałam różne plotki.
- Cieszę się, że przyszliście - Nie wiadomo skąd pojawił się straszy mężczyzna - Wejdziemy do gabinetu tam uzgodnimy wszystkie warunki, nie będzie problemu jeśli porozmawiamy najpierw w cztery oczy? - Spojrzał na mnie z uśmiechem
- Nie ma problemu, słoneczko poczekaj na mnie, dobrze? - Położył rękę na moim ramieniu, a ja skinęłam głową. Niektórzy spojrzeli na mnie podejrzliwie, tak już spotykałam się nie raz z pomówieniami, że jestem jego "kobietą", a nie córką. Jednak cóż mojego ojca to jakże bawiło, zresztą mnie też
- To ja może wyjdę na zewnątrz
- Nie, nie. Mój bratanek oprowadzi Cię po naszej siedzibie, Maks możesz?
- Tak - Westchnął podchodząc do mnie - Cześć, Maks - Podał mi rękę
- Taiga - Również podałam mu dłoń, ruszyliśmy schodami na górę - Tak w ogóle wiesz ile będzie to trwać? To całe spotkanie?
?
Od Maksa
- Siemka. - powiedziałem zmieniając się w człowieka.
- Hejo. Hej. Cześć. - odezwali się po kolei.
- Ogarnijmy tutaj trochę, wiecie kto ma przyjść... - powiedział zaczynając zmiatać.
Wczoraj opowiadał nam o tym pokoju, właściwie to nie miałem nic przeciwko. Ogarnęliśmy, był tu porządek jak nigdy indziej. Właściwie nigdy nie było jakoś koszmarnie brudno, ale też się nie błyszczało. Nagle usłyszeliśmy kroki.
- Dwie minuty i będą. - powiedział Matt.
Jako wilki mieliśmy świetny słuch. Po chwili weszli. Stanąłem przy ścianie koło Matta chowając dłonie do kieszeni.
?
Od Taigi
- Hej wszystkim! - Zawołałam na wejściu idąc przez korytarz
- Taiga, ojciec na Ciebie czeka
- Jakież miłe powitanie - Westchnęłam idąc w stronę jego biura, jak zawsze zapukałam po czym weszłam do środka - Coś nie tak?
- Siadaj proszę - Wskazał na krzesło - Chciałem Ci oznajmić, że przyszedł czas na pokój
- Nie pamiętam, żebyśmy byli skłóceni - Uśmiechnęłam się jedynie
- Nie żartuj - Westchnął - Coraz więcej naszych się rodzi, a jeśli nie dojdzie do pokoju będzie wojna, czego nie chcemy, poza tym nie możemy pozwolić, żeby ludzie się zorientowali. Bądź gotowa na to, że na spotkania będziesz chodzić ze mną
- Brzmi świetnie - Mruknęłam mało zadowolona
?
Od Maksa
?
